Przejezdne drogi, pompowanie w piwnicach

July 28th, 2001

Stan Wisły na wodowskazie w Bielanach wynosił wczoraj wieczorem 734 cm. Był więc o 104 cm niższy od stanu z czwartkowego południa, kiedy przez Kraków przechodziła fala kulminacyjna. Utrzymuje się tendencja spadkowa Wisły. Władze Krakowa jeszcze nie oszacowały strat spowodowanych przeciekaniem wałów, nie wiadomo też, ile będzie kosztowała akcja przeciwpowodziowa.

Na terenie miasta nie stwierdzono przekroczeń stanów lokalnych cieków. Jedynie cieki odprowadzające wody do Wisły powodowały lokalne podtopienia w rejonie odcinków ujściowych z uwagi na zamknięcie śluz wałowych. Wczoraj wszystkie ulice i tunele były już przejezdne. W czwartek o godz. 22 otwarty został także most Lajkonik. Ciągle jeszcze uszczelniano jednak workami wały przeciwpowodziowe, właśnie w rejonie śluz czyli miejsc, gdzie pod wałami spada do Wisły woda z rowów melioracyjnych. Przy podwyższonym stanie wody w korycie rzeki, śluzy automatycznie się zamknęły. Jednak wiek tych urządzeń i braki w konserwacji spowodowały przecieki.

Prezydent Andrzej Gołaś, który przerwał urlop wypoczynkowy by być w czasie zagrożenia w Krakowie – stwierdził wczoraj z zadowoleniem, że w porównaniu z innymi miejscami w Polsce, Kraków wyszedł z powodzi obronną ręką, a wały wytrzymałyby nawet falę wysokości 10,5 metra (w czwartek sięgała ona 838 centymetrów).

Wiceprezydent Krzysztof Adamczyk odpierając zarzuty, jakie pod adresem władz formułowali mieszkańcy zalanych terenów stwierdził, że strategiczne zadania z zakresu ochrony przecipowodziwej powinny być realizowane przez państwo. Tymczasem wstrzymane zostały środki na dokończenie etapu od stopnia Kościuszki do stopnia Dąbie, nie ma też pieniędzy na dalsze prace do stopnia Przewóz. Na uwagi, że miasto buduje mosty, zamiast wzmacniać wały, odparł, że gdyby był oprotestowany most Lajkonik III, samochody z piaskiem nie musiałyby stać w korkach, nadkładać 17 km by dotrzeć do zagrożonych terenów na os. Lesisko.

Od czwartku utrzymują się lokalne podtopienia w rejonie śluz na os. Łęg (ul. Wiklinowa), os. Lesisko (ul. N.M. Panny i ul. Podbipięty), os. Mogiła (ul. Na Niwach), ul. Łazy, ul. Półłanki, ul. Szparagowa, ul. Zamkowa, ul. Cuglowa, ul. Promowa, ul. Do Wisły, ul. Czarodziejska. Na tereny te do układania worków z piaskiem skierowano oddziały Straży Pożarnej, żołnierzy, pracowników Agencji Ochrony Mienia JUSTUS. Wypompowywano wodę przy użyciu sprzętu z Miejskiego Komitetu Przeciwpowodziwego, Zakładu gospodarki komunalnej i Państwowej Straży Pożarnej.

Na os. Kostrze (ul. Krzewowa, Widłakowa i Falista) układano worki z piaskiem. Lokalne przecieki z wałów zanotowano na os. Chałupki (ul. Kłosowa, Kąkolowa, Rzepakowa). Na tereny te do układania worków z piaskiem skierowano oddziały Straży Pożarnej oraz pracowników Agencji JUSTUS. Nad ranem wczoraj sytuacja została opanowana.

Lokalne podtopienia wystąpiły na os. Podwawelskim.W okolicy ul. Złocieniowej nastąpiło wylanie lokalnej rzeki Serafa. Spowodowało to niewielkie podtopienie tej ulicy. Do straży pożarnej trafiło do wczorajszego wieczora około 200 zgłoszeń o podtopieniach, przy pompowaniu wody z piwnic, garaży pracowało 30 ekip straży pożarnej.

W ciągu najbliższej doby (27/28 lipca br.) w rejonie górnej Wisły nadal występować będą lokalnie intensywne opady deszczu. Prognozowana wysokość opadów w dorzeczu Soły i Skawy do 15 mm/m2. Poza tym ze zbiorników retencyjnych ciągle spuszczana jest woda, to może spowodować, że wysoki stan wody w Wiśle będzie się utrzmywał nawet kilka dni.

- W mojej ocenie nie ma niebezpieczeństwa rozmycia i pęknięcia wału. Pewne ryzyko jednak istnieje, zwłaszcza, że wały są stare, a ich struktura naruszona – mówił Wacław Wojciechowski, sekretarz MKP.

Akcja przeciwpowodziowa w liczbach

- 13730 worków

- 594 tony piasku

- 83 łopaty

- 24 pochodnie

- 9 samochodów

- 2 koparki

- 4 pompy

Stan rz. Wisły 27 lipca 2001 r., wodowskaz na Bielanach.

Godz. 0.00 – 776

Godz. 1- 770

Godz. 2 – 762

Godz. 3 – 758

Godz. 4 – 754

Godz. 5 – 750

Godz. 6 – 748

Godz.10.30 – 742

Godz. 16.- 736

Godz. 18 – 734

Tu znajdziesz obszerną relację z powodzi w całej Małopolsce

Autor artykułu: Nit

Plaga wody

July 28th, 2001

Nikt nie przypuszczał, że wczoraj mieszkańcom Nowego Sącza przyjdzie stoczyć z wodą kolejną heroiczną walkę o miasto. Z Kamienicą wygrali ludzie. Wodny żywioł Łubinki pokonał mieszkańców. W starciu Dunajca i sądeczan do wieczora był remis. Znajdująca się tuż za rogatkami miasta Piątkowa po raz trzeci w tym tygodniu została praktycznie zniesiona z powierzchni ziemi.

Kamienica, która we wtorek płynęła ulicami Nowego Sącza, wczoraj znów sięgnęła korony wałów podniesionych przez worki z piaskiem. W pośpiechu wzmacniano te umocnienia. Drzewa zaczęły blokować przepływ pod mostem 700-lecia i do walki ruszyli strażacy. Na specjalnej platformie, którą opuszczał nad fale potężny dzwig samochodowy, zeszli nad wodę, by zaczepić powrozy o pnie. Później, wisząc tylko na linach, cięli te drzewa na kawałki. Po godzinie żywioł został pokonany.

Niestety, wzbierający nurt Łubinki przeskoczył wały i trzeci raz zalał osiedla wzdłuż ulicy Tarnowskiej, zanim zdołali tam przemieścić się ratownicy.

Przeciekać zaczęły również wały wzdłuż Dunajca i została podjęta decyzja o przymusowej ewakuacji z rejonu ulicy Elektrodowej, gdzie, po zalaniu, dotarcie ratowników byłoby bardzo trudne.

Już trzecią w tym tygodniu tragedię przyżyli mieszkańcy Piątkowej. We wsi, uznanej już za praktycznie zniesioną z powierzchni ziemi, wodny żywioł znalazł wczoraj jeszcze domy oraz drogi do zniszczenia. Zmyty został także most, który odbudowano w nocy niemalże nadludzkim wysilłkiem ratowników dowodzonych przez Józefa Zygmunta. Groza w Piątkowej była tak wielka, że ratowanych oraz ratowników musiał ewakuować śmigłowiec Karpackiego oddziału Straży Granicznej.

Przez wczorajszy dzień i wieczór na Sądeczyznę wylewały się z chmur strugi wody. Prognozy meteo również nie były pomyślne dla regionu i jego mieszkańców.

Autor artykułu: Stanisław ŚMIERCIAK

2 miliony zł dla Mai

July 28th, 2001

Blisko 2-milionowe odszkodowanie za przerwaną w połowie lat 90. inwestycję w pobliżu byłego obozu będzie musiał wypłacić oświęcimskiej spółce Maja wojewoda małopolski a nie miasto Oświęcim – postanowił Sąd Apelacyjny w Katowicach, odrzucając tym samym skargę wojewody na ubiegłoroczną decyzję Sądu Okręgowego w Bielsku.

Satysfakcji z wyroku nie krył zarówno szef Mai, Janusz Marszałek, jak i prezydent Oświęcimia, Józef Krawczyk. – Dzięki temu miasto jest wolne od zapłaty tak znaczącego odszkodowania – skomentował Krawczyk.

Janusz Marszałek zapowiedział, że zamierza teraz walczyć w sądzie o utracone korzyści. – Mam nadzieję, że decydenci, którzy podejmowali bezprawne decyzje o przerwaniu inwestycji będą wreszcie pociągani do odpowiedzialności indywidualnej – powiedział.

Autor artykułu: RL

Aktualizacja strategii powiatu

July 27th, 2001

W skład zespołu pracującego nad zmianami w strategii znajda się: szefowie klubów Rady Powiatu: Andrzej Pypno, Tomasz Kikla, Bogusław Mąsior, Ryszard Kosowski, sekretarz Janusz Kawala, Skarbnik Joanna Jaguś, przewodniczący komisji stałych Rady Powiatu: Wojciech Bartman, Antoni Gut, Beata Przeworowska, Jadwiga Olszowska-Urban, Zofia Gniewek, Józefa Skowrońska, Andrzej Pypno, Andrzej Uryga, a ponadto dyrektorzy wydziałów starosta: Andrzej Chłopecki, Dariusz Starzycki, Maria Kasprzyk, Jolanta Duda, Jerzy Fraś, Ryszard Leśniak, Marzena Oczkowska, Antoni Urbański, Małgorzata Ślizowska ? kierownik Powiatowego Urzędu Pracy, pracownicy wydziału IPPR Klementyna Kłeczek, Stanisław Czyżyński, Małgorzata Targosz, Małgorzata Michałek. Prace zespołu koordynować będzie Tomasz Kikla, członek zarządu.
Praca zespołu będzie się składać z dwóch etapów, z których pierwszym są prace analityczne nad zapisami już zawartymi w strategii. Drugi etap prac będzie polegał na pracach koncepcyjno-projektowych zmierzających do zmian w dokumencie.

Członkowie zespołu będą mieli za zadanie zaktualizować misję powiatu, cele strategiczne rozwoju oraz wytyczyć kierunki zmian. Zespół wypracuje programy działania i stworzy plany do realizacji.

Metodą pracy będzie wspólna dyskusja nad zagadnieniami oraz opracowywanie grupowych koncepcji i wniosków. Po opracowaniu nowelizacji dokumentu, z nową propozycją strategii zapoznają się radni powiatu.

Autor artykułu: LID

“Śklany świat” Janiny Jarosz

July 27th, 2001

Do16 sierpnia w galerii Politechniki Krakowskiej “Stara Polana” w Zakopanem prezentowana jest wystawa malarstwa na szkle Janiny Jarosz Walczak “Mój śklany świat” .


Na wystawie w galerii “Stara Polana” przy ul. Nowotarskiej w Zakopanem prezentowanych jest 50?siąt obrazów na szkle o różnej tematyce, namalowanej tradycyjną techniką góralską.
- Wystawa ta w pewnym sensie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba ? żartuje autorkaobrazów. – Początkowo wystawę w tej galerii miałam zaplanowaną w przyszłym roku, ale terminy się zmieniły i wystawa jest teraz. Wystawa została podzielona tematycznie na trzy części: sakralna, gdzie są sceny biblijne, jest namalowana Matka Boska stanu wojennego, wypadków poznańskich z 1956 roku jak i portrety świętych. – Namalowałam również z okazji stulecia krzyża na Giewoncie specjalny obrazek – mówi Janina Jarosz.


Druga tematyka to obrazki obyczajowe czyli: zwyki, polewacka, kolędnicy i andrzejki. Tutaj autorka, co rzadko się zdarza w obrazkach, zaprezentowała dzieci przedstawiające zwyczaje góralskie. Trzeci temat to obrazki pasterskie i zbójnickie.


- Jest obrazek jak się owce strzygą i jak niedźwiedź napada na kierdel owiec – mówi Janina Jarosz Walczak. – Pokazuję w swojej twórczości jak to się kiedyś polowało na Podhalu. Na koniec jako ewenement są dwa obrazki takiej wiecie, pornografii góralskiej, pokazanej tak ładnie, że nic nie widać, a wszystkiego można się domyślić. Jest więc obrazek jak umywają się piękne panny, dziewki pod siklawą, a juhasi spozierają na nie z daleka. Dziewki zasłonięte szmatkami a mimo to pięknie wyszły – cieszy się malarka.


Wystawa prezentowana jest w trzech izbach, tematycznie rozdzielona. To jest ludowe malowanie na szkle – mówi Janina Jarosz – w tej technice są pewne zasady, które trzeba zachowywać. Jest pewna symbolika, nie maluje się na szkle pejzażu. A jeżeli już, to jak to się mówi: na dywanie od góry do dołu, a nie tworzy się tzw. głębi. Celowo i z rozmysłem kontynuuję tradycje malowania na szkle – ocenia autorka – ale oczywiście dopracowałam się i własnego stylu co etnografowie już zauważyli.


Janina Jarosz – Walczak urodzona w 1950 roku w Zakopanem jest związana z góralską tradycją ludową, jej sztukę plastyczną i literaturą. Poezję uprawia od 1969 roku, a na szkle maluje od 1975 roku. W obrazach artystki oprócz tradycyjnych podhalańskich kolorów utrzymanych w odcieniach ciepłej czerwieni, błękitu i żółci, śmiało ze sobą zestawionych, oddzielonych ciemnobrązowym lub czarnym konturem, uwidacznia się tendencja do nadania malowidłom ogólnej tonacji brązów zieleni i fioletów. Artystka ma w swoim dorobku twórczym wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych zarówno w kraju jak i zagranicą (Norwegia, Rosja, Słowacja, Japonia, Niemcy, Kanada i Francja). Dla własnej przyjemności gra na gęślach i piszczałce.

Autor artykułu: AN

Rozmowy limitowane

July 27th, 2001

Funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Chrzanowie już nie mogą bez ograniczeń korzystać z telefonów w pracy. Decyzją komendanta powiatowego w niektórych telefonach zablokowano wyjścia na miasto. Ograniczono też telefonowanie na numery zaczynające się od zera.
Zarządzenie dotyczy Komendy w Chrzanowie, a także komisariatu w Trzebini. W tych dwóch jednostkach rachunki były ponoć najwyższe. Ograniczeń nie wprowadzono natomiast w komisariatach w Alwerni i Libiążu.

- Decyzja została podjęta w ostatnich dniach. Chodzi o oszczędności. Miesięczne rachunki za telefony stacjonarne w komendzie i komisariatach sięgają kwoty kilkunastu tysięcy złotych. Np. za czerwiec było to 13 tys. zł. Przy obecnych trudnościach finansowych, z jakimi boryka się Policja, to kolosalna kwota. Do tej pory nie zalegamy z rachunkami, ale nie wiadomo, co będzie dalej ? usłyszeliśmy od zastępcy komendanta powiatowego w Chrzanowie, Stanisława Bodeckiego.
St. Bodecki poinformował nas, że policjanci nadal mogą dzwonić ?na miasto? i na numery telefonów zaczynające się od zera, tyle że z pokojów kierowników, naczelników i komendantów. Wcześniej muszą jednak wpisać do specjalnego zeszyt informację, gdzie i w jakiej sprawie telefonują. Za rozmowy prywatne trzeba teraz płacić z własnej kieszeni.
Dodajmy, że chrzanowska Komenda dysponuje także trzynastoma służbowymi telefonami komórkowymi. Z służbowych komórek korzysta komendant i jego dwaj zastępcy oraz szefowie komisariatów. Ponadto telefony komórkowe pozostają w dyspozycji pięciu naczelników sekcji: kryminalnej, dochodzeniowo-śledczej, przestępczości gospodarczej, prewencji, ruchu drogowego. Służbową komórkę ma również zastępca naczelnika sekcji dochodzeniowo-śledczej oraz rzecznik prasowy.

- Miesięczny abonament, który płaci Komenda za jeden służbowy telefon, wynosi 70 złotych. Ponadto na służbowe komórki ustalono limity rozmów (od 20 do 50 zł miesięcznie). Jeśli dysponujące służbowymi telefonami osoby przekroczą te limity, wówczas płacą za rozmowy z własnej kieszeni ? wyjaśnia rzecznik prasowy, komisarz Adam Bębenek.

Autor artykułu: Agnieszka Filipowicz

Woda zamiast turystów

July 26th, 2001

Wczoraj w południe dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, Wojciech Gąsienica Byrcyn ogłosił na terenie parku stan pogotowia przeciwpowodziowego. Dziś pracownicy TPN mają wstępnie oszacować straty, jakie wyrządziły ulewy w górach.


- Wczoraj burmistrz Zakopanego ogłosił stan pogotowia dla miasta, tak więc dyrektor Byrcyn, ponieważ park jest na terenie miasta, również był obowiązany taki stan wprowadzić – wyjaśnia Stanisław Mielczarek, zastępca dyrektora TPN. – Wszyscy leśniczy w związku z tym zostali zobowiązani do przekazywania informacji o wszelkich zagrożeniach związanych z podniesionym poziomem wód w potokach. Do czwartku też mamy oszacować wstępne szkody. Teraz nasze działanie ogranicza się do stosowania środków zapobiegawczych w postaci spuszczania wody tam, gdzie woda płynie całą szerokością drogi, czy szlaku.


Najgroźniej na terenie TPN wygląda sytuacja w Kośnych Hamrach. Tam woda wdarła się do osiedla i zalała m.in. leśniczówkę oraz oczyszczalnię ścieków, co grozi skażeniem wód.


Zalanych jest i podmytych wiele szlaków w Tatrach, a wszystkie stawy tatrzańskie wylały z brzegów, tak więc nie można wokół nich przejść. Najgorzej jest nad Morskim Okiem.
- W górach pusto, ale nie ma się co dziwić! Kto przy takiej pogodzie pójdzie w góry? – pyta Jan Krupski, pracownik Informacji TPN. – Na szlakach zamiast turystów jest woda, np. wodospad Siklawa płynie teraz 10-metrowym korytem, a normalnie ma 2 metry. Zalany jest też ścieżka w dolnej części doliny Roztoki, którędy odbywa się transport żywności do schroniska w Pięciu Stawach.

Autor artykułu: HAK

Jak przed czterema laty

July 26th, 2001

Choć powódź z 1997 roku zaznaczyła się wyższymi stanami wód, niektórzy przyrównują obecny stan do tego sprzed czterech lat. Padające cyklicznie rzęsiste deszcze powodują coraz większe zniszczenia. W dwóch powiatach ogłoszono stan alarmowy. Wczoraj odpowiedzialnym za to służbom trudno było nawet oszacować straty, zwłaszcza że na noc z wczoraj na dziś przewidywane były następne opady. I zniszczenia.


Na terenie powiatu nowotarskiego ogłoszono stan alarmowy. Ucierpiała prawie każda miejscowość. Na pytanie, gdzie panuje najgorsza sytuacja, dyżurny oficer straży pożarnej w Nowym Targu odpowiada: – Wszędzie!


Do godziny 16 strażacy interweniowali 55 razy.
- Co z tego, że wypompowujemy wodę, jak za pół godziny jest to samo! Zdarza się i tak, że strażacy wypompowują przez kilkadziesiąt minut, a stan wody nie obniża się. Aby sytuacja poprawiła się, muszą opaść wody gruntowe – mówi oficer dyżurny. Największe zagrożenie niesie Dunajec. Woda przeroczyła stan ostrzegawczy na Kowańcu w Nowym Targu (o 44 centymetry), w Sromowcach Wyżnych (52 cm) i w Krościenku (54 cm). Zagrożenie dla poszczególnych miejscowości stanowią także potoki przez nie przepływające: Czerwonka w Łopusznej, Niedziczanka, Łapszanka. Straż ewakuowała siedmiu mieszkańców Waksmunda oraz trzech mieszkańców Lipnicy Wielkiej, którzy nie zdążyli wydostać się z bacówki. Straż pomogła przewieźć także owce oraz sprzęt. Woda podmyła domy oraz jezdnie m.in. w Nowym Targu (m.in. na Kokoszkowie, Generała Galicy) Waksmundzie i Niedzicy. Zagrożone są zabytkowe kościółki w Łopuszne i Harklowej. Wciąż nieczynna jest droga z Nowej Białej do Kempach, z powodu wyrwy w moście na Białce. Wstępne straty na terenie powiatu nowotarskiego wynoszą milion 46 tysięcy złotych.
- Za wcześnie jednak na dokładne szacowanie strat. Na razie nie ma na to po prostu czasu – mówi Adam Ligęza z Powiatowego Komitetu Przeciwpowodziowego.
Swojego rozgoryczenia nie ukrywali mieszkańcy nowotarskiego osiedla Nadmłynówka, którym woda zalała całą drogę. ?Gazeta Podhalańska? już dwukrotnie, bezskutecznie interweniowała w ich sprawie i nic. Chodzi o sztuczny ciek wodny sprzed lat, który kiedyś odprowadzał wodę z ul. Kasprowicza w stronę Czarnego Dunajca. Mieszkańcy prosili już na sesji rady miejskiej o udrożnienie go z powrotem i nic.


Wczoraj opowiadali “Podhalańskiej”, że jak zadzwonili do starostwa usłyszeli, że przecież woda do góry nie płynie, więc nie mogą być zalani. – Zobaczy pan, woda zejdzie, to sprawa przycichnie aż do następnego razu – złościła się Elżbieta Odziomek pożyczając wędkarskie wodory naszemu reporterowi, który inaczej nie mógłby się poruszać po najmłodszej części osiedla Nadmłynówka. Odprowadzona bowiem z ul. Kasprowicza woda z kanalizacji burzowej wypłynęła dokładnie na położone niżej domy. Jeden z zalanych przyniósł do Sanepidu słoik z wodą ze studni, usłyszał jednak, że próbki muszą pobrać inspektorzy, a ci wczoraj mieli mnóstwo pracy. Nie trzeba jednak być fachowcem żeby poznać, że w tak mętnej wodzie strach się umyć, a co dopiero ją wypić. Mieszkańcy Nadmłynówki pompowali wodę ze swoich piwnic cali w obawach kiedy woda sięgnie do skrzynek elektrycznych i zmuszony sytuacją zakład elektryczny czasowo odetnie prąd.


W całym powiecie tatrzańskim, również na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, ogłoszony został stan pogotowia przeciwpowodziowego, a w dwóch gminach, gdzie sytuacja wygląda najgorzej: w Bukowinie i Białym Dunajcu – stan alarmowy.


- Na wczorajszym posiedzeniu powiatowego komitetu przeciwpowodziowego ustaliliśmy pełne dyżury, stały kontakt między poszczególnymi służbami, zabezpieczyliśmy miejsca ewentualnej ewakuacji – mówi Andrzej Łęcki, inspektor w powiatowym wydziale zarządzania kryzysowego, ochrony ludności i spraw obronnych w Zakopanem. – Niestety, meteorolodzy nadal zapowiadają intensywne opady deszczu, szczególnie na noc. Stan wód wszędzie się szybko podnosi. Na wszystkich rzekach i potokach przekroczone zostały stany alarmowe: na Białce jest 295 cm (alarmowy – 240), na Porońcu – 278 cm (stan alarmowy – 250). Najgorzej sytuacja wygląda w Bukowinie i Białym Dunajcu, gdzie ogłosiliśmy stany alarmowe. Wstępnie oszacowaliśmy straty: w Bukowinie – 4 mln 190 tys. zł, w Białym Dunajcu – 383 tys. zł, w Poroninie – 657 tys. zł, Zakopane oraz Kościelisko nie wykazało nam jeszcze strat, ale wiemy, że i tu będą.

Oczywiście są to na razie szacunkowe kwoty, te sumy będą na pewno znacznie większe.


Groźnie wygląda w Kośnych Hamrach, u uległa zamuleniu i zalaniu oczyszczalnia ścieków. Może dojść do skażenia. Jeżeli deszcze nie przestaną padać, sytuacja może wyglądać dramatycznie, zwłaszcza że podmyta została też kanalizacja na Jasienkówce i zalana sieć kanalizacyjna w Poroninie. Zaczynają wylewać też pojedyncze szamba.


Na terenie gminy Biały Dunajec sytuacja – ze względu na poranne ulewy – jeszcze się pogorszyła. Zalane są domy, drogi, wodociągi, kanalizacja i mnóstwo przepustów. Na Białym Dunajcu utrzymuje się cały czas wysoki stan woda. Zagrożony jest most do Gliczarowa dolnego.


- Oszacowaliśmy straty po ulewach, jakie przeszły w nocy z poniedziałku na wtorek: domy prywatne – na 84 tys. zł, mienie komunalne – na 245 tys. 600 zł – podsumowuje Jan Gąsienica Walczak, wójt gminy Biały Dunajec. Z dzisiaj jeszcze nie mamy naliczeń. Ale już teraz wiemy, że kwoty będą wielokrotnie wyższe. W części domostw jeszcze teraz stoi woda, ale na razie nikogo nie ewakuowaliśmy.


600 strażaków pracuje cały czas.


- Praktycznie od kilku dni zarówno strażacy z PSP, jak i z OSP pracują bez przerwy – mówi Stanisław Bańka, komendant PSP w Zakopanem. – Od 24 godzin w ciągłym pogotowiu pozostają 4 zastępy JRG – 13 osób i wszystkie zastępy OSP z całego powiatu – ogółem 600 osób. W nocy był spokój, zaczęło się dopiero nad ranem, gdy przeszła gwałtowna ulewa nad Podtatrzem. Zakopiańskie ulice zamieniły się w rwące potoki sięgające po kostki. Nie można było przejść np. przez park miejski, bo alejki zalane były na 30 cm.

Mieliśmy ok. 50 zgłoszeń, w Zakopanem głównie do wypompowywania wody z piwnic. Mieliśmy też zgłoszenie, że w Dzianiszu podmyło budynek, a w Białym Dunajcu zalało szkołę, w kotłowni woda sięgała na metr.


Obfite opady deszczu w powiecie suskim postawiły w stan gotowości wszystkie służby. Dziesięć minut po północy poziom wody rzeki Skawy przekroczył stan alarmowy. Starosta ogłosił alarm powodziowy.


Zniszczone są drogi, przepusty i mosty. Strażacy pracują bez wytchnienia przy umacnianiu wałów, usuwaniu gałęzi, wypompowywaniu wody z piwnic. Przez kilka godzin nieprzejezdna była droga na trasie Zembrzyce – Budzów z powodu zamknięcia mostu na Skawie. Ogromne konary drzew niesione przez wodę oparły się na przysiółkach mostu, grożąc jego uszkodzeniem. Bardzo groźna sytuacja powstała w pobliżu Ośrodka Wypoczynkowego Jazzy w Makowie Podhalańskim. Dziesięć zastępów strażaków przez cztery godziny umacniało wał, który groził przerwaniem. Duże zagrożenie stwarzał zatkany przepust w Makowie Dolnym. Woda wylała się na drogę krajową, która zamieniła się we rwącą rzekę. Ruch odbywał się wahadłowo. W chwili zamknięcia dzisiejszego numeru Podhalańskiej sytuacja nie została opanowana. Wody na drodze wciąż przybywało. Rosła również liczba okolicznych posesji z zalanymi ogrodami i piwnicami. Mieszkańcy uzbrojeni w plastykowe łopaty walczyli początkowo z małym strumieniem wody. Ale kiedy przerodził się we rwącą rzekę, zrezygnowali.


Bardzo duże szkody wyrządziła powódź w gminie Budzów. Pozrywana jest większość mostów na rzece Paleczce. Mieszkańcy pozbawieni są dojazdu do swoich domów. – Sytuacja jest dramatyczna. Zaczynamy szacować straty. To będą ogromne sumy – mówi wójt Jan Najdek.


Silna i nagła nawałnica nie tylko deszczu, ale i gradu spowodowała, że nie przejezdna była droga pomiędzy Budzowem a Baczynem.


Również duże starty wielka woda wyrządziła na jordanowszczyźnie. W Jordanowie z osiedla Zagrody Malejowskie ewakuowano mieszkańców dwóch domów wraz z inwentarzem. Budynki stoją bowiem w półtora metrowej wodzie. Dla bezpieczeństwa odcięto również prąd.


O mały włos a nieprzejezdna była by droga Osielec Jordanów, bez możliwości alternatywy objazdu, ponieważ Skawa zaczęła podmywać przysiółki mostu. Ale sytuację udało się opanować.
- Woda zniszczyła 28 odcinków dróg powiatowych, 60 przepustów i 10 mostów. Wstępnie oszacowane straty w mieniu powiatowym wynoszą dwa miliony sześćset tysięcy złotych – mówi Marek Mrugacz z Powiatowego Komitetu Przeciwpowodziowego, w którym całodobowe dyżuru prowadzone są od wtorku i prawdopodobnie będą kontynuowane do końca tygodnia, ponieważ synoptycy przewidują obfite opady deszczu, aż do niedzieli.

Autor artykułu: ASz, HAK, ema, rap

Szansa na studia

July 26th, 2001

Na wtorkowym posiedzeniu rząd podjął decyzję o powołaniu Podhalańskiej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu. Jest szansa, że już od października młodzież z Podhala będzie mogła na swoim terenie rozpocząć studia zawodowe.


- Rada Ministrów podjęła decyzję o utworzeniu Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu. Decyzja ta wieńczy ponad dwuletni okres przygotowania i prowadzenia wniosku – powiedział nam wczoraj starosta nowotarski Jan Lasyk. – Te dwa lata to również czas wytężonego lobbingu i teraz sukcesu. Inicjatorem, który złożył wniosek o powołanie szkoły jest marszałek województwa małopolskiego Marek Nawara, dlatego dalsze kroki przy tworzeniu szkoły należą do Krakowa – mówi starosta. – Myślę jednak, że już od najbliższego roku akademickiego uda się szkołę uruchomić. Samorząy powiatu nowotarskiego, Nowego Targu, Rabki i Zakopanego będą robiły wszystko, by ta data została dotrzymana. Przypomnijmy, że we wniosku zakłada się, że kształcenie w Podhalańskiej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu odbywać się będzie w specjalnościach: język polski, pielęgniarstwo, rekreacja fizyczna i fizykoterapia. Według wstępnych szacunków pierwszy rok akademicki w Nowym Targu rozpoczęłoby prawie 300 studentów. Kadra naukową szkoły zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami stanowić będą profesorowie krakowskich szkół wyższych. Rektorat i główna siedziba uczelni mieścić się będzie w Zespole Szkół Rolniczych na Kokoszkowie. Podstawowa baza dydaktyczna Podhalańskiej Wyższej Szkoły Zawodowej oparta będzie o cztery obiekty: budynek Medycznego Studium Zawodowego w Rabce-Zdrój.


Cześć budynku II Liceum Ogólnokształcącego w Rabce-Zdrój, budynek Zespołu Szkół Rolniczych w Nowym Targu oraz o budynek Zespołu Szkół Budowlanych w Zakopanem.


Kierunki kształcenia w PWSZ będą realizowane pod opieką uczelni krakowskich: Akademii Wychowania Fizycznego, Akademii Górniczo-Hutniczej, Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Politechniki Krakowskiej. Deklarują one daleko idącą pomoc w organizacji szkoły i jej przyszłym merytorycznym funkcjonowaniu.


Województwo Małopolskie oraz gminy i powiaty rejonu Podhala, Spisza i Orawy zadeklarowały zwiększenie udziału finansowego samorządów w finansowaniu PWSZ w Nowym Targu. Już w budżecie powiatu nowotarskiego na rok 2001 zagwarantowano 100 tysięcy złotych na uruchomienie uczelni.

Autor artykułu: AN

Oblężone miasto

July 26th, 2001

Jeszcze przedwczoraj setki rodzin zamieszkujących w nowosądeckich dzielnicach położonych nad Łubinką i Kamienicą wartko wzięło się do usuwania szkód powodziowych. Na próżno. Wczoraj z jeszcze większym impetem uderzyły fale tych rzek.

Miasto zostało zupełnie odcięte od świata. Od godz. 7 zamknięte zostały drogi w kierunku: Grybowa, Krakowa, Limanowej, Krynicy, Starego Sącza. Szlaki otwarto dopiero w godzinach południowych.

Kamienica uderzyła z takim impetem, że w dwóch miejscach przerwała wały przeciwpowodziowe.

Pierwszy na wysokości osiedla Wojska Polskiego. Dalej w kierunku biegu wylała się szeroko powyżej mostu wiszącego i w wodzie znalazły się m.in. nowa hala, SP nr 20, pływalnia.

Ulicami Nadbrzeżną, Gwardyjską popłynęła druga wartka rzeka. Kamienica wylała się także poniżej mostu ,lwowskiego”.

Takiego kataklizmu mieszkańcy tych dzielnic jeszcze nie przeżyli.

Podobnie dramatycznie wyglądała sytuacja w dzielnicach leżących nad Łubinką. Rzeka rozlała się szeroko w Piątkowej, w dzielnicach Westerplatte, Barskie, Kochanowskiego, Przetakówce.

Po raz kolejny pod wodą znalazły się osiedla mieszkaniowe, domków prywatnych. Woda wdarła się na prawy brzeg za mostem do Naściszowej i popłynęła ulicą Witosa.

Na lewym brzegu woda przekroczyła ulicę Hallera i wdarła się m.in. do salonu fiata i Klubu World Underground. Ulica Zdrojowa przypominała rwący potok górski. Dramat!

Straż Graniczna użyczyła helikoptera, by przedstawiciele władz miasta na czele z prezydentem Andrzejem Czerwińskim mogli obejrzeć horror z góry.

- Sytuacja wygląda katastrofalnie i trudno już teraz określić straty – mówi prezydent Czerwiński. – Ale z pewnością będą ogromne.

Dotyczy to nie tylko obiektów komunalnych, ale przede wszystkim ludzi, którzy utracili niejednokrotnie dobytek życia.

Wczoraj Nowy Sącz od wczesnych godzin rannych rozbrzmiewał syrenami straży pożarnych, policji, karetek pogotowia. Służby te stanęły na wysokości zadania.

Region wizytowali Marek Biernacki minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, wojewoda małopolski Ryszard Masłowski.

Po południu swoją wizytę zapowiedział Maciej Płażyński, marszałek Sejmu.

Sądeczanie z niepokojem patrzyli wczoraj w południe w pogodne, słoneczne niebo. W późnych godzinach popołudniowych z chmur spadło kilka kropli deszczuÉ

Autor artykułu: Jerzy WIDEŁ