Hejnałem sądeckim w samo południe, zagranym na trombitach przez Orkiestrę Straży Granicznej, rozpoczęła się prezentacja Nowosądecczyzny na Targach Sztuki Ludowej. – Przywieźliśmy wam wszystko, prócz gór i świeżego powietrza – zapewniał na krakowskim rynku Krzysztof Michalik, wicestarosta.
Jarmark sztuk na krakowskim rynku trwa. Upały nie odstraszają smakoszy swojskiego jadła, regionalnej muzyki i dzieł ludowych artystów.
- Najlepiej sprzedają się anioły – zdradza Bogumiła Leśniak, rzeźbiarka i malarka z Suchej Beskidzkiej. – Szczególnie wśród zagranicznych turystów. Nie żałują pieniędzy, kupują drogie, duże rzeźby, serwety, malunki na szkle i inne wyroby rękodzieła ludowego. Polacy wolą ptaszki. Małe, drewniane, kolorowe i tanie – zauważa.
Goście targów z zainteresowaniem śledzą prace hafciarek i rzeźbiarek. Biorą do ręki dłuto i sami próbują formować drewniane klocki. Odważniejsi zaczynają haftować. Nieśmiali kierują zaś swe kroki ku suto zastawionym stołom, by skosztować co w danym regionie warzą w kotłach gospodynie.
- Kuchni sądeckiej nie trzeba zachwalać – podkreślał Krzysztof Michalik. – A szczególnie śliwowicy z Łącka.
Kto już regionalnych pierogów łąckich z kaszą gryczaną, boczkiem i jajkiem oraz placków podjadł, wyskakać je mógł przy tańcach górali nowosądeckich.
- Zagraniczni turyści najczęściej kupują drewniane anioły – mówi Bogumiła Leśniak (na zdj.)
Fot. Katarzyna KACHEL
Autor artykułu: kach