Archive for May, 2000

Hutnik z Lechią o pietruszkę?

Tuesday, May 30th, 2000

W 25 minucie meczu Hutnika z Koroną Kielce napastnik Hutnika Andrzej Białek otrzymał podanie z głębi pola, podbił piłkę głową, ograł Sitkę, Heinricha i popędził na bramkę gości. Dryblingiem zwiódł Mariusza Mucharskiego i strzałem do pustej bramki zdobył drugiego gola dla gospodarzy.
Oto co mówił po zakończonym meczu:

- Nie wiem od kogo dostałem piłkę, zrobiłem zwód w prawo i uwolniłem się od obrońcy, uderzyłem prawą nogą i piłka wpadła do siatki.

- Korona nie była chyba wymagającym rywalem?

- Rzeczywiście, piłkarze z Kielc nie byli zbyt wymagający. Ale pomógł nam w odniesieniu zwycięstwa fakt, że szybko zdobyliśmy pierwszą, później drugą bramkę. Był to bowiem mecz do pierwszej bramki i gol zdobyty w 19 min. ustawił dalszy przebieg pojedynku. Takie były przedmeczowe założenia i to nam się udało w stu procentach zrealizować.

- Macie ostatnio dużą dawkę meczów.

- Kolejny czeka nas w środę w Opocznie z Ceramiką. Gramy więc właściwie co trzy dni, w rytmie środa-sobota. Szkoda, że mimo dobrej gry nie wzbogaciliśmy się o komplet punktów, bo nawet ani jednego nie przywieźliśmy z Tarnobrzega, choć zaprezentowaliśmy się nieźle.

- Jak ocenia Pan szanse na utrzymanie się Hutnika w drugiej lidze?

- Bardzo ważne będą najbliższe cztery mecze z pięciu, jakie zostały nam do końca rozgrywek. Myślę, że ostatni z Lechią Gdańsk będzie już o ,pietruszkę”, gdyż wcześniej zapewnimy sobie utrzymanie w lidze. Ale gdyby stało się inaczej, to kibice będą mieli dodatkowe emocje.

Autor artykułu: Żuk

Przed meczem z Holandią – Koźmiński w szpitalu

Tuesday, May 30th, 2000

Marek Koźmiński, piłkarz włoskiej Brescii, zagrał w reprezentacji Polski po raz ostatni w listopadzie 1998 r, przeciwko Słowacji. Po półtorarocznej przerwie miał wrócić do zespołu biało-czerwonych, trener Jerzy Engel powołał go na towarzyski mecz z Holandią. Ale Koźmiński w kadrze tym razem nie zagra.

Koźmiński doznał urazu czaszki podczas meczu ligowego w Serie B z zespołem Napoli i obecnie znajduje się w szpitalu. Działacze Brescii natychmiast poinformowali o tym wypadku kierownictwo PZPN, lekarz klubowy Włochów przysłał informację, że Polak musi pozostać w szpitalu przez co najmniej trzy dni. Jego zdaniem występ Koźmińskiego przeciwko Holendrom jest wykluczony. Na razie trwają badania diagnostyczne, lekarze za pomocą rezonansu magnetycznego chcą sprawdzić czy poza stłuczeniem nie doszło podczas starcia do jakichś urazów wewnętrznych.

W reprezentacji Engela zabraknie na niedzielną potyczkę nie tylko Koźmińskiego. Kontuzjowani są również legionista Karwan i wiślak Kałużny. W tej sytuacji dodatkowe powołanie otrzymał najlepszy snajper Wisły, wicekról strzelców polskiej ekstraklasy, Tomasz Frankowski.

,Franek” odleciał wczoraj z całą ekipą do Szwajcarii, bowiem mecz Holandia – Polska zaplanowano właśnie w tym kraju, 4 czerwca w Lozannie. Po wylądowaniu w Genewie biało-czerwoni udali się do niewielkiej miejscowości Prangins, gdzie będą się przygotowywać do niedzielnego spotkania.

Podróż nie obyła się bez przygód, mimo że lot był krótki, zaginęła część bagaży naszej ekipy. Według zapewnień przedstawiciela linii lotniczych, wieczorem bagaże miały wrócić do właścicieli.

Nasz zespół przebywać będzie w Szwajcarii do 5 czerwca, a już dzień później czeka wiślaków pierwszy finałowy mecz Pucharu Polski Wisła – Amica. Przed tą arcyważną konfrontacją najlepsi snajperzy obu zespołów, Frankowski z Wisły i Kryszałowicz z Amiki, dołączą do swoich drużyn niemal w ostatniej chwili.

Autor artykułu: Ja

Wisła walczy o puchar

Tuesday, May 30th, 2000

Wprawdzie skończyły się ligowe zmagania, ale w przypadku Wisły na podsumowanie sezonu jeszcze nie czas. Po zdobyciu wicemistrzostwa Polski podopieczni Adama Nawałki grają teraz o Puchar Polski. Od tego trofeum dzielą ich dwa mecze z Amiką Wronki. Pozostałe zespoły ekstraklasy mają już wakacje, ale dla Wisły i Amiki ten wydłużony finisz karą nie jest. Grają przecież o ostatnie, jakże cenne, trofeum tego sezonu.

Wydział Gier PZPN konstruując kalendarz rozgrywek z premedytacją w ostatniej kolejce skojarzył parę Legia – Wisła. Według wszystkich znaków na niebie i ziemi taki mecz mógł decydować o mistrzowskim tytule. Jak się później okazało, były to przewidywania na wyrost, bo konsekwencją w zdobywaniu punktów wszystkich zaskoczyła Polonia, lecz spotkanie na Łazienkowskiej oczywiście swoją stawkę miało. Grano bowiem nie tylko o prestiż, ale i o miejsce w europejskich pucharach. Z tej potyczki zwycięsko wyszła Wisła, co w kontekście wcześniejszego występu ligowego krakowian przeciwko Amice było pewnym zaskoczeniem. Wiślacy zagrali bowiem przy ul.Łazienkowskiej o trzy klasy lepiej niż kilka dni wcześniej na swoim stadionie, a teoria futbolu aż takich skoków formy w ciągu trzech dni nie przwiduje. Jak do tego doszło?

- Moim zdaniem w przypadku Wisły można mówić o taktyce, o konsekwentnym realizowaniu trenerskich założeń – mówi Krzysztof Budka, który w swojej piłkarskiej karierze grał zarówno w Wiśle, jak i Legii. – Natomiast Legia grała niczym na podwórku, w ich grze defensywnej nie było widać żadnych założeń, to była jedna wielka wpadka. Przy pierwszej bramce strzelonej przez Frankowskiego skompromitował się reprezentacyjny obrońca Zieliński, przy drugim golu tych skompromitowanych legionistów było jeszcze więcej.

Podobne opinie do tych wyrażanych przez Budkę przewijały się również podczas konferencji prasowej. Dziennikarze warszawscy w odpowiedzi na wywody trenera Franciszka Smudy o złym przygotowaniu do sezonu niektórych zawodników (i braku ambicji przy okazji!) przypomnieli, że to on przepracował z nimi całą zimę. Mimo tych uszczypliwości wiele wskazuje na to, że Smuda będzie budował nową Legią, z myślą o mistrzostwie w kolejnym sezonie. Ale czy to jest możliwe w sytuacji, gdy trener mówi, że trzeba zmienić ponad połowę składu?

W Wiśle tego lata aż takich rewolucji raczej nie będzie. Klub zadeklarował chęć sprzedania definitywnego Dubickiego (ostatnio wypożyczony do Zagłębia) oraz Kaliciaka i Nicińskiego. Rozważana jest również opcja powrotu do Krakowa bramkarza Wierzchowskiego, a wtedy być może Sarnat wyjechałby do jednego z zagranicznych klubów.

Mimo dyskwalifikacji, jaką nałożył na Baszczyńskiego PZPN, piłkarz ten przeprowadza się z Chorzowa do Krakowa. Ciągle nie jest wyjaśniona sprawa ewentualnego pozyskania Ledwonia (Borussia Moenchengladbach nie weszła do I Bundesligi i Ledwoń deklaruje chęć powrotu do Polski), za to w ostatnich dniach trwają dość zaawansowane rozmowy w sprawie pozyskania Szymkowiaka z Widzewa.

W czwartek o godz.17 Wisła w ramach przygotowań do finału PP zagra na swoim stadionie sparing z Ruchem Chorzów.

Autor artykułu: JK

Legia gra o wszystko, Wisła o puchary

Saturday, May 27th, 2000

- Chcemy już w niedzielę zapewnić Wiślę grę w europejskich pucharach – powiedział przed wyprawą do Warszawy szkoleniowiec krakowskiej Wisły, Adam Nawałka. Ten cel wiślakom zapewniałoby oczywiście powtórzenie wyniku z ostatniej warszawskiej konfrontacji (2: 1 dla Wisły) lub z meczu jesiennego (1: 1).

Nie ma jednak co ukrywać, że byłby to duży sukces krakowian. Legia w niedzielę będzie grała ,o życie”. Tylko wygrana gwarantuje podopiecznym Franciszka Smudy, występ w europejskich pucharach. W innym razie będą musieli czekać na wynik rywalizacji w Puchrze Polski między Wisłą a Amicą i mocno trzymać kciuki za krakowian. Pytanie tylko czy krakowianie doszli psychicznie do siebie, po blamażu w ostatnim meczu z Amicą.

- Psychiki nie trzeba odbudowywać ani specjalnie dodatkowo motywować zawodników – mówi Adam Nawałka. – Wszyscy wiedzą o co gramy w Warszawie. Zawodnicy chcą pokazać, że po serii dobrych występów przytrafił się im ,wypadek przy pracy”. Jest pełna mobilizacja i nie odczuwamy najmniejszego lęku przed rywalem. Do drużyny wraca Kazimierz Węgrzyn, który potrafi poderwać zespół. Jedziemy do Warszawy po komplet punktów. Zawodnicy którzy grali w ostatnim spotkaniu ligowym w czwartek mieli tylko lekki rozruch i odnowę biologiczną, a pozostali dodatkowo grali 30 minut w meczu sparingowym z Nadwiślanem.

Wczoraj normalnie ćwiczyliśmy, a zajęcia były nastawione na doskonalenie wyjścia z szybkim atakiem. Zdajemy sobie sprawę, że dla legionistów jest to mecz ostatniej szansy i muszą zagrać ofensywnie. A taka taktyka nam odpowiada. Przy dobrej organizacji gry w środku pola i umiejętnym wyprowadzaniem szybkiego ataku nie będzie w Warszawie źle – trener Nawałka nie traci ducha.

Autor artykułu: Paweł GUGA

Trzech kandydatów na posadę trenera Wisły

Saturday, May 27th, 2000

Do kandydatur Antoniego Piechnicza i Oresta Lenczyka, jako przyszłych szkoleniowców krakowskiej Wisły dołączył kolejny trener. Jest nim aktualnie prowadzący Zagłębie Lubin Mirosław Jabłoński.
Ten 40-letni szkoleniowiec w latach 1985/98 był trenerem warszawskiej Gwardii. Następnie pracował w Górniku Wałbrzych i Polonii Warszawa, którą wprowadził do ekstraklasy. Był asystentem Pawła Janasa w warszawskiej Legii, a następnie samodzielnie prowadził tą drużynę. W trakcie sezonu 1998/99 objął zespół Zagłębia Lubin.
Z Łodzi nadeszła informacja o spotkaniu działaczy Wisły z właścicielem Widzewa, Andrzejem Pawelcem w sprawie transferu Mirosława Szymkowiaka. Stanowiska obu stron były zbliżone, ale sam piłkarz woli wyjazd zagraniczny, niż grę pod Wawelem.

Autor artykułu: JK

Kilogramowy kozak

Saturday, May 27th, 2000

Stanisław Dudek, emerytowany zastępca dyrektora Ośrodka Szkolenia Zawodowego Huty Sendzimira, dużo czasu spędza w Kamionnej, małej miejscowości w gminie Trzciana, w powiecie bocheńskim. Właśnie w tamtejszych lasach znalazł dorodne czerwone kozaki. Zbiór był skromny, liczył pięć sztuk, aleÉ jeden z grzybów ważył kilogram, Pozostałe były mniejsze, ale i tak w sumie dały ponad 3 kg. Wszystkie rosły w jednym miejscu i były zdrowe. Stanisław Dudek to znakomity grzybiarz, w ub. roku znalazł kozaka ważącego 1,5 kg. Teraz grzyby pojawiły się po pierwszych deszczach.
Fot. Marian SATAŁA

Autor artykułu: mas

Oszust (de)wizowy

Thursday, May 25th, 2000

Dokumenty niezbędne do uzyskania wizy do Stanów Zjednoczonych oferował 41-letni mieszkaniec województwa małopolskiego ludziom czekającym w kolejce przed konsulatem amerykańskim. Najpierw starannie typował osoby, do których zwracał się z ofertą.

Jego propozycja brzmiała – za 5 tys. dolarów, płatnych po otrzymaniu wizy, gotów jest dostarczyć każdy ,papier”. Chętnych chyba nie brakowało, bowiem w dniu, w którym zatrzymano papierowego przedsiębiorcę, w konsulacie zatrzymano też 27-letnią kobietę, która przedstawiła fałszywe dokumenty, zakupione u wspomnianego mężczyzny. Chwilę potem przy ul. Stolarskiej, gdzie mieści się krakowski Konsulat Generalny USA, zatrzymano też oszusta. Oboje trafili do aresztu.

Autor artykułu: mik

14 tysięcy za stomatologię na UJ

Thursday, May 25th, 2000

Gorączka matur ustępuje właśnie stresowi przed egzaminami wstępnymi na wyższe uczelnie. Będzie o co walczyć, bo studia dzienne wciąż jeszcze są bezpłatne, podczas gdy zaoczne lub wieczorowe to naprawdę poważny wydatek.

Większość tegorocznych kandydatów na studentów zdaje egzaminy na dwa lub trzy kierunki. Zawsze będą jednak tacy, którym się nie udało oraz osoby z różnych przyczyn nie mogące studiować na kierunkach dziennych. Pozostają wtedy studia zaoczne, gdzie wykłady odbywają się w soboty i niedziele, przeważnie co 2 tygodnie, oraz wieczorowe – z zajęciami podobnymi do dziennych, lecz prowadzonymi od poniedziałku do czwartku popołudniami. Oba przypadki oznaczają naukę płatną.

Najdroższe są stomatologia oraz medycyna w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opłata roczna za pierwszy kierunek to 14 tys., za drugi 12 tys. zł. Całą sumę trzeba wpłacić jednorazowo, bez możliwości podziału na raty. Najtaniej można zdobyć dyplom uniwersytecki, studiując eksternistycznie filologię rosyjską – 1100 lub romańską – 1160 złotych rocznie. Do tańszych kierunków zalicza się też zaoczna filozofia – opłata roczna wynosi tu 2100 zł, ale można ją spłacić w dwóch ratach.
W Akademii Ekonomicznej płaci się za semestr, nie za kierunek. W przypadku studiów zaocznych semestr zimowy kosztuje 1600 zł, a na studiach wieczorowych – 2400 zł.
W Akademii Górniczo-Hutniczej ceny obowiązujące w przyszłym roku akademickim ustalone zostaną na początku czerwca. W ubiegłym roku do najkosztowniejszych kierunków należała informatyka – 2200 zł za semestr. Najlżejsze dla kieszeni było m. in. górnictwo i geologia na wydz. górniczym – 650 zł. za semestr.

Nowych cen nie ustaliła też dotąd Akademia Rolnicza, prowdopodobnie będą wyższe o 100 zł od ubiegłorocznych. W roku ubiegłym pierwszy semestr zależnie od wydziału kosztował 800 lub 900 zł, a następne o 100 zł mniej.
W Akademii Sztuk Pięknych wieczorowo można studiować malarstwo i grafikę – pierwszy rok to kwota 4800 zł z możliwością rozbicia na raty plus 700 zł wpisowego.
8 tys. zł za rok studiów zaocznych, również z możliwością rozbicia na dwie raty, będą musieli zapłacić studenci wydziału aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej.
Edukacja muzyczna w Akademii Muzycznej kosztowała w tym roku 1485 zł za pierwszy semestr, a studia na wydziale instrumentalnym tej uczelni to wydatek rzędu 2090 zł za semestr.
W Akademii Wychowania Fizycznego bezpośrednio po szkole średniej zaocznie można studiować tylko wychowanie fizyczne – 3 tys za rok, płatne w dwóch ratach.
Politechnika Krakowska za I rok zaocznych studiów wieczorowych inkasuje 2300 zł w dwóch ratach. Droższa jest wieczorowa architektura: 9 tys. za rok w Krakowie, 6 tys. w filii uczelni w Pszczynie, również płatne w 2 ratach.
W Akademii Pedagogicznej najdroższe są studia w kolegiach j. angielskiego – 3300 za rok, płatne w ratch i francuskiego – 3200 za rok, również z możliwością rozbicia. Najtańszym wyborem jest semestr na filologii rosyjskiej, bibliotekoznawstwie lub historii – 1000 zł.

Autor artykułu: Marta Piętka

Morderca zatrzymany w Krakowie

Thursday, May 25th, 2000

Było ich co najmniej sześciu. Sześciu okrutnych morderców, obywateli Polski. W styczniu 1998 roku, w Marsylii porwali 19-letnią Christin J., córkę miejscowego policjanta. Uwięzili dziewczynę i przetrzymywali przez wiele dni. Wielokrotnie ją gwałcili, zapraszali nawet z ulicy podobne do nich męty, by i ci sobie użyli. Byli bezwzględni, bez jakichkolwiek hamulców.

Dziewczyny szukała cała marsylska policja. Początkowo nie znaleziono nawet jej ciała. Nieszczęsna Christin zniknęła bez śladu. Przypadkowo pół roku później marsylska policja odnalazła zabetonowane zwłoki. Po nitce dotarła do kłębka. Trzech morderców zatrzymano na terenie Francji.

Dwaj uciekli do Polski. Udało się ustalić, że przebywają na terenie naszego kraju. Adriana G. ps. ,Bokserek” zatrzymano w Pile. Stanisław G. ps. ,Łysy” zatrzymany został w ostatnich dniach w Krakowie. Kolejnego spotkał podobny los co ich ofiarę – został zamordowany w Marsylii.

Gdy znane już były nazwiska sprawców zbrodni Ministerstwo Sprawiedliwości Francji zwróciło się do strony polskiej o pomoc prawną. Udzieliły jej Prokuratura Rejonowa w Pile i Okręgowa w Krakowie. Obaj podejrzani zostali zatrzymani. Najpierw mieszkaniec Piły Adrian G. Parę dni temu w Krakowie zatrzymano także Stanisława G.
,Bokserek” przyznał się do udziału w bestialskiej zbrodni. Prokuratura Rejonowa w Pile wszczęła śledztwo z artykułu 109 i 11 § 1 k.k., czyli o porwanie, wielokrotny gwałt i morderstwo. Przejęła także z Krakowa akta ,Łysego”.
Zastępca Prokuratora Rejonowego w Pile Lech Forecki powiedział nam wczoraj:
- Po 20 latach pracy w prokuraturze, nie chcę sobie nawet przypominać tego co wiem już o tej zbrodni. Sposób w jaki dręczono i zabitą tę dziewczynę to była niewyobrażalna makabra. Nie mówiąc już nawet o wstydzie i przerażeniu, że sprawcami byli Polacy. Nie potwierdzę, że jeden z nich był związany z Legią Cudzoziemską. Dla sprawy nie ma to większego znaczenia. Ważniejsze, że polskie organa ścigania stanęły na wysokości zadania i ujęły sprawców zbrodni. Tyle na razie mogę powiedzieć.
Na koniec ponurej historii jedna uwaga – przy ściganiu zbrodniarzy, w Europie już nie ma granic.

Autor artykułu: Konstanty Migdał

Poprawić obronę

Monday, May 22nd, 2000

ZAGŁĘBIE Lubin – WISŁA Kraków 3:2 (1:1) Obie drużyny przystępowały do meczu opromienione ostatnimi zwycięstwami i przede wszystkim dobrą grą. W sobotę zarówno Wisła jak i Zagłębie potwierdziły dobrą dyspozycję. Krakowanie przegrali, bo popełnili zbyt dużo prostych błędów w defensywie. Adam Nawałka ustawił zespół z myślą o maksymalnym zagęszczeniu środka pola. Jedynym nominalnym napastnikiem był Frankowski, ale raz za razem wspomagali go pomocnicy. Przez pierwsze 18 minut Wisła panowała niepodzielnie na boisku. Krakowianie grali szybko, pomysłowo i stwarzali sobie sytuację na strzelenie bramki. Ta padła właśnie w 18 minucie. Była wyjątkowej urody, a duże brawa należą się tak Frankowskiemu, który trafił do siatki jak i Kałużnemu, którego podanie było najwyższej klasy.

Wisła objęła prowadzenie i nieco zwolniła tempo gry. Mecz wyrównał się, a gospodarze coraz częściej zaczęli stwarzać sobie sytuacje podbramkowe. W końcu dopięli swego i wyrównali. W 42 minucie Puchalski zaatakował przy linii bocznej Kałużnego. Sędzia nie dopatrzył się faulu, ale pan Radek, który do tej chwili był najlepszym zawodnikiem na boisku, musiał z niego zejść (kontuzja stawu skokowego). Kto wie jak potoczyłyby się losy tego spotkania, gdyby Kałużny mógł grać do końca? A tak na marginesie, to był to już drugi mecz ,Taty” w Lubinie, w barwach Wisły, kiedy to byli partnerzy z drużyny doprowadzają go do przedwczesnego zejścia z boiska.

Wracajmy jednak do meczu. W drugiej połowie początkowo groźniejsze było Zagłębie. To gospodarze stworzyli sobie kilka klarownych sytuacji na strzelenie bramki. Wisła grała spokojnie, ale w odpowiednim momencie potrafiła ,boleśnie ukłuć”. Uczyniła to zresztą po bardzo efektownej akcji, a sposób w jaki Kosowski ograł Pasika musi budzić uznanie dla techniki pana Kamila.

Po tej bramce Zagłębie sprawiało wrażenie oszołomionego. Gospodarze nie potrafili złapać właściwego rytmu i wydawało się, że zawodnicy ,Białej Gwiazdy” mogą się czuć już w pełni panami sytuacji. Jednak futbolu często wystarczy jedna akcja by wszystko się zmieniło. Tak było również w sobotę w Lubinie. Podbrożny jest zbyt wytrawnym graczem, by nie wykorzystać sytuacji, w której obrońca atakuje go ciałem w polu karnym. Z wysokości trybuny prasowej trudno było jednoznacznie ocenić czy Lekki faulował czy nie. Można jednak było zobaczyć, że defensor Wisły niepotrzebnie interweniował tak zdecydowanie. Piłka była z boku pola karnego i ,Gumiś” raczej nic z tej akcji by nie zrobił. Cóż stało się inaczej.

Po wyrównaniu mecz nabrał tempa. Wisła rzuciła się do ataku, a Zagłębie nie rezygnowało z kontr. Po jednej z nich Grzybowski wykorzystał swoją szansę i ostatecznie pogrążył krakowian. Zawodnik ten rozegrał zresztą bardzo dobrą partię i pokazał, że trener Jabłoński w następnych meczach powinien dać mu szansę gry od początku.

Wisła jeszcze próbowała zaatakować, jeszcze miała okazje na wyrównanie, ale tym razem się nie udało. Zawodnicy szukając przyczyn porażki, mówili po meczu o braku szczęścia w sytuacjach podbramkowych, my dodajmy do tego jeszcze niefrasobliwość w grze obronnej całego zespołu. To jest w tej chwili element, nad którym trzeba najbardziej popracować. Reszta pod okiem Adama Nawałki nabiera bardzo obiecujących kształtów. Bartosz KARCZ

Na zdjęciu Tomasz Kulawik, który założył znowu opaskę kapitana, ale nie pomogło to Wiśle wygrać w Lubinie Fot. Marcin MAKÓWKA

Autor artykułu: Bartosz Karcz