Kraków, cała Małopolska, zostały bez II ligi piłkarskiej. Stało się tak z chwilą spadku z tej klasy rozgrywkowej Hutnika Kraków, który w ciągu trzech lat przeszedł drogę od ekstraklasy do ligi III. Ale przecież w tym upadku małopolskiego futbolu Hutnik był tylko jednym z ogniw, a plajta obejmuje znacznie szerszy krąg klubów. Bo nie tak dawno temu nasz region był jednym z silniejszych w kraju, z dwiema drużynami I-ligowymi: Wisła i Hutnik, oraz czterema II-ligowymi: Cracovia, Okocimski Brzesko, Unia Tarnów i Wawel Kraków. Dziś te nasze zasoby w centralnym futbolu ograniczają się do Wisły, dobrze że chociaż bardzo silnej WisłyÉ
Hutnik już rok temu utrzymał się w II lidze dopiero dzięki remisowi w ostatniej kolejce rozgrywek. Wówczas trener Aleksander Brożyniak i jego zespół mogli odetchnąć z ulgą. Po roku scenariusz powtórzył się, ale tylko do pewnego momentu. I tym razem losy krakowskiego zespołu decydowały się w ostatniej kolejce, tyle tylko, że happy endu dla zespołu Jerzego Kowalika nie było. Bo ten ostatni remis z Lechią oznacza spadek, krach pewnych nadziei i planów na przyszłość. Oczywiście jest wiele okoliczności, które taki stan rzeczy spowodowały, ale nie zmienia to faktu, iż spadek Hutnika dosięgnął.
Świadomość porażki jest tak oczywista, że właściwie nie ma potrzeby wymierzania zespołowi dodatkowych razów. Niewątpliwie przy tej okazji nasilił się podstawowy problem odnoszący się do działalności klubu w ostatnich dwóch latach, a mianowicie problem pieniędzy.
Kiedy przed rokiem Hutnik się w lidze utrzymał, obiecywano zespołowi, że to utrzymanie się pociągnie za sobą doinwestowanie drużyny. Skończyło się tylko na obietnicach, bowiem premie za zdobyte punkty piłkarze mają głównie na papierze. To popadanie w biedę Hutnika wiąże się oczywiście z ekonomiczną sytuacją Huty im. Sendzimira, niemniej jest to tylko część prawdy. Bo niegdyś Huta dawała pieniądze, które pozwalały myśleć o dużych inwestycjach, nawet o podboju polskiej ekstraklasy, a firmy skupione w Radzie Patronackiej, zabezpieczać miały codzienny byt. Tymczasem w dzielnicy takiej jak Nowa Huta, liczącej ponad 300 tys. ludzi, od dwóch lat nie było chętnych do wspierania klubu. Ponoć ta sytuacja zmienić się ma – o paradoksie – właśnie teraz, po spadku. Jeżeli wierzyć zapewnieniom, to w III lidze budżet miesięczny Hutnika może wynieść nawet sporo ponad 200 tys. zł. Jeżeli to jest prawda, to ewentualny powrót do II ligi nie powinien sprawić większych problemów. Ale oczywiście w sytuacji gdy jest to prawdaÉ
Z II ligi spadł w tym sezonie Hutnik, a wraz z nim KP Konin, Korona Kielce, Jeziorak Iława, Grunwald Halemba, Siarka Tarnobrzeg, Odra Szczecin i Raków Częstochowa. Dwa z tych zespołów, Korona i Siarka, będą w nowym sezonie rywalizować w jednej grupie z Hutnikiem o powrót na centralny szczebel. Biorąc pod uwagę aspiracje obecnych III-ligowców: Cracovii, Wisłoki, Unii czy Proszowianki, nawet przy poważnym finansowym zastrzyku trzeba będzie z całych sił o ten awans powalczyć.
I jeszcze krótko o zespołach, które poza zasięgiem Hutnika walczyły o awans do I ligi. Wywalczyły go GKS Katowice i Śląsk Wrocław, a celu nie osiągnęły Górnik Łęczna i Bełchatów. Rozstrzygnięcie jak rozstrzygnięcie, natomiast ,smaczku” całości dodaje oświadczenie sędziego Andrzeja Czyżniewskiego, że rzekomo próbowały go przekupić podczas meczu w Zamościu Katowice i Górnik. Jeżeli Katowice, to oczywiście Dziurowicz, co znając wzajemne stosunki obu panów, wydaje się opowieścią z górnej półki science fiction. Potwierdzeniem tego może być wypowiedź jednego z działaczy PZPN, iż Katowic karać się nie będzie, ale tego który propozycje w domniemaniu składał, może i tak.
Dorośli ludzie bawią się w wywoływanie duchów nie bez powodów, o czym najlepiej wie prezes PZPN, Michał Listkiewicz, starający się nie dopuścić do wyborów w związku w deklarowanym wcześniej terminie.
Autor artykułu: JK