Archive for July, 2000

Halny w Tatrach

Tuesday, July 11th, 2000

Zły humor turystów, pogorszenie samopoczucia meteopatów oraz radość wśród szybowników – to skutki wiejącego wczoraj z dużą siłą wiatru halnego. W porywach osiągał ponad 100 kilometrów na godzinę.<p>
Już w poniedziałkowy wieczór na czystym niebie nad tatrzańskimi szczytami pokazały się charakterystyczne dla zbliżającego się halnego chmury w kształcie soczewek. Pierwsze ciepłe podmuchy spadły na Zakopane w nocy. Wczoraj po południu z powodu porywów wiatru przekraczających prędkość 30 metrów na sekundę stanęła kolej linowa na Kasprowy Wierch. Tego lata po raz pierwszy turyści wypoczywający w górach mogli na własnej skórze odczuć skutki halnego.<p>
- Halny w lecie to zjawisko o wiele rzadsze niż jesienią lub wiosną – wyjaśnia Zbigniew Madejski z Punktu Informacji Turystycznej Tatrzańskiego Parku Narodowego.<p>
Chyba jedynymi ludźmi, którzy cieszyli się z ciepłego wiatru, byli piloci szybowcowi. Halny powoduje nad Tatrami tzw. falę, dzięki której szybowiec może wznosić się na wysokość kilku tysięcy metrów. Z silnych noszeń korzystali wczoraj piloci, którzy ,na falę" startowali z lotniska w Nowym Targu. Po przejściu halnego należy oczekiwać zmiany pogody – niestety na gorsze.

Autor artykułu: ASz

Grzyb – gigant

Monday, July 10th, 2000

Tadeusz Piwowar z Nowego Sącza wybrał się wczoraj rano na grzyby tylko z żoną Alicją i synem Rafałem, bo ze względu na deszcz wnuczęta musiały zostać w domu. Jak zwykle szli do lasu w okolicach wsi Brzyna nieopodal Łącka. Idąc drogą przemierzaną tego dnia przez wielu zbieraczy grzybów oraz jagód pan Tadeusz dostrzegł coś dziwnego za dużą paprocią rosnącą na stoku około półtora metra powyżej szosy. To był borowik gigant. Już w domu, gdy został dokładnie zmierzony i zważony, okazało się, że kapelusz ma 32 cm średnicy, grzyb jest wysoki na 18 cm, a waży 1,4 kg. Takiego okazałego i zdrowego prawdziwka Tadeusz Piwowar do tej pory nie znalazł.

Fot. Stanisław ŚMIERCIAK

Autor artykułu: sś

Sekty łapią naiwnych

Monday, July 10th, 2000

W wakacje uaktywniają się wszystkie sekty. Młodzież przebywająca z dala od rodziców jest dla nich łakomym kąskiem. Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami wyda im w te wakacje zdecydowaną walkę. Uruchomił alarmowy telefon, wolontariusze rozdadzą 150 tys. ulotek w największych polskich miastach. Najwięcej w Częstochowie, przyjmującej mnóstwo pielgrzymów, którymi bardzo interesują się sekciarscy werbownicy.

- Pierwsi rodzice poszukujący swoich dzieci już do nas dzwonili. Z całej Polski, także z Krakowa. Przypominam, że tu wciąż jest główna baza sekty Moona – mówi Ryszard Nowak, przewodniczący Komitetu.

To już trzecie z rzędu wakacje, podczas których Komitet prowadzi akcję informacyjną dla rodziców i ostrzega potencjalne ofiary. Na razie fundusze umożliwiły wydrukowanie kilkunastu tysięcy ulotek. Zamierza rozdać ich 150 tys. Liczy na wpłaty także od małopolskich ofiarodawców, czeka na młodych ludzi, którzy wyruszą w teren.

- Są dni, w których telefon dzwoni bez przerwy. O pomoc błagają przede wszystkim rodzice poszukujący swoich dzieci, niektórych niepokoi zbyt niska cena obozu czy kolonii. Podejrzewają, że organizatorem może być jakaś sekta. Czasami do kontaktu z nami skłania dziwne towarzystwo wynajmujące pokój w bloku, pięknie mówiące o Bogu, obracające się wśród dzieci – tak prezes Nowak bilansuje pierwsze dni działania telefonu.

Najbardziej wstrząsający sygnał odebrano ze Śląska. Dzwoniła matka, której miesiąc temu zaginął syn. Podejrzewa, że trafił do sekty. Rodzice są dobrze sytuowani i wykształceni – mąż prawnik, żona psycholog. Tymczasem dopiero to tragiczne wydarzenie skłoniło ich do poznania kolegów syna.

Wcześniej byli zbyt pochłonięci pracą, zarabianiem pieniędzy. To wyjaśnia dlaczego często znikają dzieci z tzw. dobrych domów – wyjaśniają członkowie Komitetu.

Komitet Obrony Przed Sektami ocenia, że działa ich w Polsce od 500 do 1000. Żródła kościelne mówią o 300. Sekta Moona, która po publicznych atakach zakamuflowała działalność pod szyldem innych organizacji i stowarzyszeń, wciąż główną bazę ma pod Krakowem. Swego czasu chwaliła się 2 mln zwerbowanych Polaków. Zdaniem Komitetu jest ich od 200 do 1000.

W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych utworzono specjalny wydział, który ma rozpracowywać sekciarskie środowiska. Ryszard Nowak radzi – najlepiej na co dzień interesować się tym co dziecko robi i sprawdzić, czy w kuratorium wiedzą o obozie, na który jedzie.

Autor artykułu: Kak

Tragiczna niedziela

Sunday, July 9th, 2000

Wczoraj panowały bardzo złe warunki na drogach. Mżył deszcz, było ślisko, a fatalny biomet osłabiał uwagę kierowców. Nic dziwnego, że doszło do wielu wypadków.

Kobieta poniosła śmierć na miejscu, osiem osób zostało rannych, w tym czworo dzieci – to bilans najtragiczniejszego wypadku, do jakiego doszło w niedzielę na małopolskich drogach. Tak zakończyła się nieostrożna jazda dwóch aut osobowych. Volkswagen passat i volkswagen bora zderzyły się w miejscowości Zagórze.

Jednym z wozów jechało małżeństwo z córką i synem oraz szwagier. To właśnie żona mężczyzny-kierowcy auta nie przeżyła wypadku. On sam też jest poważnie poszkodowany. Trafił do szpitala z urazem głowy i klatki piersiowej. Przez pewien czas był też nieprzytomny. 15-letniego chłopca ze złamanym udem, stłuczoną głową i podejrzeniem wstrząśnienia mózgu, wielickie pogotowie na sygnale zawiozło do szpitala w Prokocimiu. Pogotowie niepołomickie udzielało pomocy pięciu osobom.

O dużym szczęściu może mówić kobieta, która w drugim aucie wiozła troje dzieci, w wieku od 6 do 13 lat. Zarówno u niej jak i u dzieci skończyło się na urazach kończyn górnych. Jednemu dziecku w ogóle nic się nie stało.

Droga Kraków-Tarnów została zamknięta dla ruchu. Inne samochody kierowano na trasy objazdowe.

Aż dwukrotnie miejscem wypadku była zakopianka. Najpierw tuż przed 11.00 honda civic zjechała do rowu. Poszkodowane zostały dwie osoby. Minęła zaledwie godzina, gdy rozległ się pisk opon i dźwięk tłuczonego szkła. Tym razem w miejscowości Bęczarka, też na trasie do Zakopanego. Fiat 126 p zderzył się z fiatem punto, jednej rannej trzeba było udzielać pomocy medycznej.

Aż trzy osoby zakończyły podróż w karetce podczas groźnego karambolu, do jakiego doszło na moście w Niepołomicach, gdzie wpadły na siebie dwa auta – honda civic i fiat 125.

Również trzy osoby doznały obrażeń w zderzeniu opla corsy z mercedesem, do jakiego doszło w Strzeżowie pow. miechowski. W Rabce Zaborni ludzie wyszli bez szwanku, ale mocno pokiereszowane zostały auta – toyota i opel corsa.

Sekunda nieuwagi i niezachowanie wymaganych odległości podczas jazdy w kolumnie to nie jedna, ale cała seria kraks. Tak było wczoraj w miejscowości Chełm na drodze z Krakowa do Bochni. Najpierw peugeot wpadł na renault megane i ,siadł” na zderzaku seata. Potem ucierpiało mitshubishi i nissan.

W samym Krakowie doszło wczoraj do trzech wypadków, w których zostało rannych 7 osób. Policja drogowa odnotowała też 16 kolizji.

Autor artykułu: KaK

Świt pogrzebał szanse?

Thursday, July 6th, 2000

ŁADA Biłgoraj – ŚWIT Krzeszowice 3:0 (2:0)

Piłkarze Łady Biłgoraj nie byli zbyt gościnni dla krzeszowiczan i odprawili ich z trzema bramkami, co do minimum ogranicza szanse awansu do III ligi podopiecznych Ryszarda Kruka.

Pierwsze 15 minut to wzajemne ,badanie się” obu zespołów. Później do ataku ruszyli gospodarze. W 16 i 19 min Płoszaj strzelał nad poprzeczką, podobnie Chomicz w 20 min. W 21 min zaatakował Świt, ale strzał Jaworskiego wylądował na bocznej siatce. Bardzo dogodną sytuację miał w 25 min Chomicz, który z 6 metrów nie zdołał pokonać Grzybka.

Nadeszła jednak 28 min i bramkarz Świtu musiał wyciągać piłkę z siatki. Chomicz zagrał prostopadle do Zarczuka, a ten strzałem w tzw. krótki róg uzyskał pierwszego gola. 10 minut później było już 2:0. Znów w roli głównej wystąpił Zarczuk. Tym razem po dośrodkowaniu Palucha napastnik Łady strzałem głową posłał futbolówkę do bramki. Jeszcze w 40 min mógł trzeciego gola uzyskać Blonka, ale Grzybek był na posterunku. W ostatnich minutach pierwszej części Łada nieco zwolniła, a Świt próbował zaatakować. W 45 min przed szansą stanął Durzyński. Jego strzał minął już bramkarza, ale jeden z obrońców zdołał zablokować piłkę na linii bramkowej.

Po przerwie Łada zaczęła od mocnego uderzenia. W 54 min Paluch strzelił mocno, a piłka wylądowała na poprzeczce, odbiła się od linii bramkowej i wyszła w pole. W 63 min najlepszą okazję na zmianę wyniku zmarnował Chlipała, który będąc sam na sam z Kielarskim posłał piłkę wprost w niego.

W końcówce znów zaatakowali gospodarze. W 77 min Zarczuk mógł strzelić swojego trzeciego gola, ale wybrał lepiej ustawionego Chomicza, który posłał piłkę do siatki i tym samym ustalił wynik meczu.

Bramki: Zarczuk 28, 38, Chomicz 77. Sędziował: G. Szymański z Kielc. Żółta kartka: Wawryk. Widzów: 1000.

ŚWIT: Grzybek – Bursa, Piątek, M. Giza, Wortman (40 Funek) – Durzyński, Giszka, P. Giza (74 Klita), Jaworski – Chlipała, Bogusz.

Autor artykułu: kb

Sandecja wygrywa w barażu o III ligę

Thursday, July 6th, 2000

SANDECJA Nowy Sącz – STRUG/HERMAN Tyczyn 3:1 (2:1)

Pierwszy barażowy pojedynek o grę w przyszłym sezonie w III lidze rozstrzygnęła na swoją korzyść Sandecja. Zwycięstwo nie przyszło jej jednak łatwo. Goście groźnie kontratakowali, chociaż grali bez Wierzbińskiego, którego na pozycji stopera zmienił czołowy strzelec zespołu, Sikora. Wśród gospodarzy zabrakło Mikołajczyka. Mimo że chciał grać, diagnoza lekarska wykluczyła jego występ.

Rozpoczęło się od zmasowanych ataków sądeczan. Już w 4 min po dośrodkowaniu Uluckiego, piłka trafiła w głowę Stybaka i przeszła obok słupka. Dwie minuty później Piech znalazł się przed Bodzionym, ale lekko uderzona piłka nie mogła sprawić trudności sądeckiemu bramkarzowi. W 10 min Krupa wywalczył piłkę w środku boiska, zagrał do Djabonga, po czym piłka ponownie znalazła się w posiadaniu Krupy i ten, mimo że był naciskany przez dwóch obrońców, padając na ziemię, zdołał oddać celny strzał. Dwie minuty później wyrównał Wilusz, który wykorzystał nieuwagę obrońców Sandecji. Mecz się wyrównał. W 27 min rozgrywający dobre spotkanie Kamiński po solowym rajdzie został sfaulowany w polu karnym przez Stybaka. Rzut karny pewnie wykorzystał Ulucki.

Spore zagrożenie pod bramką Szczepanika stwarzały stałe fragmenty gry. Już w pierwszym kwadransie II połowy meczu po dośrodkowaniu Doruli z rzutu wolnego, Uluckiego uprzedzili obrońcy. Na osiem minut przed zakończeniem podobna sytuacja przyniosła trzeciego gola Sandecji. Z lewej strony z rzutu wolnego piłkę zagrał Krupa, a Ulucki pięknym strzałem głową posłał futbolówkę pod poprzeczkę.

Niestety po raz drugi w tym sezonie – wcześniej po meczu z Wisłoką – dali o sobie znać pseudokibice Sandecji, tym razem ,wzmocnieni” kibicami Polonii Warszawa i Czarnych Jasło. W 70 min na kilka minut przerwali mecz, przeskakując ogrodzenie i zamierzając skopać asystenta sędziego głównego. Szybka reakcja ochroniarzy zapobiegła większej bijatyce. Wezwano na pomoc policję. Po meczu na szczęście nie doszło do ekscesów.

Jak nas poinformowali działacze z Tyczyna na rewanżowe spotkanie nie zostaną wpuszczeni kibice Sandecji. Zostaną zatrzymani na rogatkach miasta. Dzisiaj do sądeckiego klubu ma wpłynąć pismo informujące o decyzji zarządu Struga/Herman.

Bramki: Ulucki 28 rzut karny, 82 głową, Krupa 10 – Wilusz 12. Sędziował: Marek Kowal z Katowice. Żółte kartki: Damasiewicz, Krupa, Djabong – A. Zieliński. Widzów: 2500.

SANDECJA: Bodziony – Damasiewicz, Łukasik, Frohlich, Zagórski – Kamiński (57 Balcerowski), Dorula, Krupa, Ulucki – Djabong (74 Hermaniuk), Wojtas (66 Kudryk).

Autor artykułu: Dariusz Grzyb

Krakowskie rugby w ekstraklasie

Thursday, July 6th, 2000

Miła wiadomość dla fanów rugby – w Krakowie znów będzie ekstraklasa! Stanie się to po 25-letniej przerwie, na skutek poszerzenia ligi.
Juvenia, grająca do tej pory w serii B, zajęła drugie miejsce, które nie uprawniałoby jej do awansu. Tymczasem Polski Związek Rugby zadecydował o powiększeniu serii A z ośmiu do dziesięciu zespołów. Dzięki temu nikt nie spadnie, a oprócz Orkana Sochaczew, który awansował z pierwszego miejsca, znajdzie się w elicie także zespół krakowski.

- To wiadomość nieoficjalna – mówi zawodnik Juvenii, Janusz Wilk – ale pewna. Niezmiernie się z niej cieszymy. Spełniliśmy więc wymóg naszego sponsora – Statoil, choć dostaliśmy się do ligi trochę kuchennymi drzwiami.

- Będziemy prowadzić rozmowy o zintensyfikowaniu współpracy – mówi trener Juvenii Janusz Wilk. Nie zmieniamy naszych planów przygotowań. Kończymy urlopy 3 lipca i zaczynamy trenować. Na obóz wybierzemy się w sierpniu. Czekają nas teraz dalekie wyjazdy nad morze i spotkania z potentatami – mistrzem – Lechią Gdańsk, Arką Gdynia, Ogniwem Sopot czy Dębicą-Lincer Pruszcz Gdański. Poza zasięgiem jest też AZS Warszawa, z pozostałymi możemy powalczyć – Posnanią, Budowlanymi z Łodzi czy Lublina. Na pewno trudniej będzie się utrzymać niż awansować.

Autor artykułu: Żuk

Ambrosiewicz i inni…

Tuesday, July 4th, 2000

Dziś pierwszy, po przerwie urlopowej, trening odbędą piłkarze III-ligowej Proszowianki. Na zajęciach mają być obecni nowi gracze…

Sternicy klubu utajnili wszelkie informacje dotyczące ruchów transferowych. Nie znaczy to jednak, że nie można wsłuchiwać się w newsy tzw. nieoficjalne, ale pochodzące z bardzo dobrze poinformowynych źródeł. I tak przesądzone mają być transfery Ambrosiewicza z Hutnika, Jędrszczyka, Nowaka i Ankowskiego z Wisły (pierwszy grał w Górniku Wieliczka, pozostali w Hutniku, wszyscy na zasadzie wypożyczenia) oraz Krupy (ostatnio w Sandecji, właścicielem jego karty zawodniczej jest prywatna osoba). Proszowianka jest też zainteresowana pozyskaniem wiślaka Łatki (o ile nie znajdzie uznania w oczach szkoleniowców z Reymonta; wiele wskazuje na to, że nie…) oraz Paleja z tarnowskiej Unii.

Tyle jeżeli chodzi o nowych graczy. Z wiosennej kadry – na 99 procent – ubędzie z kolei Bania (w ostatni piątek skończyło się wypożyczenie z Kabla), który nie zaakceptował nowych warunków kontraktowych. Utalentowany napastnik być może trafi do Cracovii.

Pierwsza kolejka III ligi ma zostać rozegrana 5 i 6 sierpnia. Proszowickich piłkarzy czeka więc miesiąc intensywnej pracy. ,Zaklepane” zostały trzy sparingi – 12 bm na Suchych Stawach z Hutnikiem, 15 bm u siebie z Górnikiem Wieliczka i 19 bm w Bukownie z Unią Skierniewice. Proszowianka zagra też z Radomskiem i Stalą Stalowa Wola, terminy są jednak w fazie uzgodnień. Najprawdopodobniej drużyna nie wyjedzie na żadne zgrupowanie, gdyż w Proszowicach są więcej, niż dobre warunki do treningów. Po cichu zaczyna się też mówić, że w nowym sezonie zespół może powalczyć o drugoligowy awans. Choćby dlatego, że w Proszowicach jest odpowiedni klimat, a stabilizacja ekonomiczna pozwala na snucie ambitnych planów…

Autor artykułu: BAT

Ciupagami psubrata

Monday, July 3rd, 2000

O szczęściu w nieszczęściu mówić może mieszkaniec Krakowa, który wraz z kolegą z Murzasichla wybrał się na dyskotekę do Białki Tatrzańskiej. Zatarg z ,miejscowymi” zakończył się tragicznie jedynie dla jego hondy, on sam uszedł cało.

Do zdarzenia doszło w weekendową noc. Policja na razie nie wie, czym krakus naraził się białczanom, niemniej wydarzenia, które rozegrały się później, mogłyby być kanwą do scenariusza sensacyjnego filmu. Obaj koledzy w strachu wybiegli z dyskoteki i zaczęli uciekać należącym do krakowianina samochodem honda. Po drodze potrącili, na szczęście niezbyt groźnie, 21-letnią uczestniczkę zabawy, również mieszkankę okolic Krakowa. Nie znający terenu kierowca wjechał następnie w ślepą drogę, kończącą się pod lasem.

O tym jednak doskonale wiedzieli napastnicy, którzy puścili się w pogoń za samochodem. Kierowca zdążył wyskoczyć i ukryć się między drzewami, wtedy jednak napastnicy postanowili złość wyładować na hondzie. Podpalony samochód spłonął doszczętnie. Krakowianin wyszedł z opresji cało i powiadomił policję. Ta wyjaśnia szczegóły całego zajścia.

Autor artykułu: pit

Sam pochował konkubinę

Monday, July 3rd, 2000

Kobieta zmarła w nocy z 30 czerwca na 1 lipca. Wcześniej, jak właściwie codziennie, wraz ze swym konkubentem spożywała ,wynalazek”. To jakiś środek chemiczny, który zawiera alkohol. Przy odpowiedniej adaptacji organizmu, przyzwyczajenia go do ,likieru na kościach”, jak w pewnych kręgach nazywa się denaturat, wynalazek nie zabija od razu. Zabija powoli i kiedy chce. Tym razem zabił w nocy.

49-letnia kobieta i jej o dwa lata młodszy partner nie należeli do życiowych szczęściarzy. Ona bezrobotna, utrzymująca się z pieniędzy opieki społecznej, on bezrobotny, dorabiający dorywczo u gospodarzy w okolicach Mszany Dolnej. Mieszkali pod Mszaną, w leśnym szałasie skleconym z gałęzi i przykrytym folią.

Feralnej nocy mężczyzna obudził się, bo miał sucho w ustach. Z przerażeniem stwierdził, że jego towarzyszka losu nie daje znaku życia. Śmierć miała łagodną, to fakt, ale kłopotów narobiła co niemiara. No bo niby skąd facet nie mający grosza przy duszy weźmie pieniądze na pogrzeb? Wyjścia nie było – trzeba samemu zorganizować pogrzeb. Koło szałasu sporo miejsca pomyślał i wykopał grób w kompostowniku.

Nie odszedł daleko, ledwie 15 metrów, bo transport zwłok nawet na odległość paru metrów był problemem. Nie wiadomo czy pomodlił się chociaż nad grobem swojej konkubiny. W każdym razie oddał jej ostatnią posługę i poszedł do pracy. Jak raz najęto go do pomocy przy sianie.

Ale sumienie męczyło go bardziej niż kac. Zwierzył się z nieszczęścia, które go spotkało innym robotnikom. – Opamiętaj się chłopie – powiedział mu któryś – przecież nie można człowieka pochować jak psa. Posłuchał Wypił jeszcze dla kurażu i 1 lipca o 18.10 zameldował się na policji w Mszanie. Miał wtedy 3,46 promila alkoholu we krwi. Powiedział co zrobił i jak.

Zwłoki zostały wykopane. W Instytucie Medycyny Sądowej w Krakowie przeprowadzona będzie dzisiaj sekcja, która wyjaśni przyczyny śmierci. Mężczyźnie przedstawiony będzie zarzut profanacji zwłok i za to odpowie przed sądem. Tłumaczy, że chciał jak najlepiej – Bóg świadkiem. Nie czuje się winnym. Myślał, że wystarczy taki pogrzeb jakie było życie.

Autor artykułu: mik