Inauguracja roku szkolnego w Winiarach (powiat Proszowice, gmina Pałecznica) przebiegała nerwowo. Nikt specjalnie nie słuchał powitania dyrektora Waltera Dormana. Po oficjalnym przemówieniu rodzice otoczyli wójta gminy Pałecznica, Marcina Gawła i gorączkowo zaczęli przedkładać swoje racje. A właściwie jedną – nie życzą sobie, by ich dzieci z klas IV-VI chodziły do szkoły w Pałecznicy. W Winiarach, gdzie pozostawiono tylko klasy I-III, mają znacznie lepsze warunki do nauki.
Dyskusję przeniesiono do szkoły w Pałecznicy. Nie można powiedzieć, żeby obcy teren osłabił impet rodziców.
- Dlaczego u nas likwiduje się to, co najlepsze? Mamy nową szkołę, gdzie są bardzo dobre warunki. Szkoła w Pałecznicy ma zaś sto lat i nie mamy gwarancji, że się nie zawali – przekonywał Roman Bil.
- Czy starą szkołę badał jakiś specjalista budowlany? Jeśli nie zobaczymy opinii fachowca, że dzieci mogą się tam bezpiecznie uczyć, nie poślemy ich do szkoły – grozili rodzice.
- Tu nie ma nawet świetlicy ani korytarza. Gdzie zmieści się 120 dzieci, gdy wyjdą na przerwę? Gdzie mają zjeść drugie śniadanie? U nas dzieci były przyzwyczajone do przestrzeni. Tu wyjdą ze szkoły i już są na jezdni. Przecież to niebezpieczne – mówiła z matczyną troską Lucyna Nowakowska.
- Dlaczego nasze komputery zostały w Pałecznicy? Jeśli Pałecznica nie odda ich, pójdziemy do prokuratora – deklarowali inni.
W pojednawczym tonie i nadzwyczaj spokojnie zaczęła swoje wystąpienie dyrektorka szkoły w Pałecznicy, Elżbieta Pędziwiatr:
- Ja wiem, że wszyscy chcieliby mieć eleganckie pałace, ale nie tylko warunki się liczą. Czy można powiedzieć, że w starszym domu musi się dziać coś złego. Każdy kto wchodzi w te mury wie, że tu atmosfera jest przyjemna. Tutaj dzieci nie muszą się bać nauczycieli. Ten dom był budowany z materiałów zdrowych. Ja tu uczę 9 lat i nie było żadnego wypadku.
- Niech pani nie mówi farmazonów – denerwował się jeden z ojców. – Gdzie są nasze komputery? Jak ich nie dostaniemy, jedziemy do prokuratora.
- Pani dyrektor ma rację, ja mam rację i wy macie rację – zaczął dyplomatycznie wójt gminy. – Moi poprzednicy zdecydowali w zeszłym roku, że komputery pójdą do gimnazjum, gdyż tam są starsze dzieci i im są one bardziej potrzebne. Teraz przyszedł nowy komplet, został zamontowany w szkole w Pałecznicy. Jeśli to jest takie ważne myślę, że pani dyrektor zgodzi się na wymianę.
Natomiast Zbigniew Błaś, który przez 43 lata był dyrektorem szkoły w Winiarach, widzi sprawę w szerszym kontekście.
- Ogłosili konkurs na dyrektora rok wcześniej niż miał być. Wszystkie wizytacje wypadały u mnie bardzo dobrze. Przegrałem ten konkurs 2:3. Przeciwko mnie głosował człowiek, który niedawno dał mi ocenę wzorową. To pretekst. Sprawa ma kontekst polityczny. Wymienili wszystkich od sołtysa do ministra. Co do przenosin dzieci, to nie ma żadnego uzasadnienia. Pałecznica ściąga dzieci z Winiar i z Baranowa, żeby mieć większą szkołę. Teraz dowożone będą do Pałecznicy dzieci z Winiar i Baranowa, a z Nadzowa do Imbramowic. To jest nonsens, za te dojazdy można opłacić trzech nauczycieli.
Dyrektor szkoły w Winiarach Walter Dorman przyczyn konfliktu upatruje w tym, że władze gminy nieskore były do dyskusji z rodzicami.
- Na posiedzeniu Rady Gminy nie dopuszczano nas do głosu, a przewodniczący Rady zamknął wcześniej sesję. Zorganizowano tylko jedno spotkanie z rodzicami, na którym rodzice z Winiar nie wyrazili zgody na zmianę szkoły. Kurator był u nas 14 lipca i powiedział, że warunki nauczania w obu szkołach są równe – bronią swoich racji rodzice.
W tym momencie telefon do dyrektora. Ze szkoły w Pałecznicy. Proszą o pożyczenie ławek.
- To nasze dzieci mają iść do Pałecznicy razem z ławkami? – pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi.
Na zdj.: Dzieci z Winiar ,zastrajkowały”
Fot. Jerzy GAWROŃSKI
Autor artykułu: Jerzy GAWROŃSKI