Milczanowski przed sÄ…dem


Przed krakowskim sądem stanął wczoraj były minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski. Zeznawał jako świadek obrony w procesie byłych wysokich funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa z lat 70., oskarżonych o utrudnianie i kierowanie na niewłaściwe tory śledztwa w sprawie śmiertelnego pobicia w maju 1977 roku studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego i działacza opozycji, Stanisława Pyjasa.

Zgodnie z wnioskiem obrońców, świadek miał zeznawać na temat okoliczności związanych z ujawnianiem przez MSW prokuraturze krakowskiej materiałów w sprawie śmierci Pyjasa oraz procedur odtajniania materiałów objętych tajemnicą państwową. Na czas zeznań byłego ministra sąd wyłączył jawność rozprawy.

Obrona twierdzi, że oskarżeni pracownicy SB w 1977 roku nie mogli udzielać prokuraturze informacji o działaniach operacyjnych wobec Pyjasa i agenturze działającej w jego środowisku. Do tego stanowiska przychyla się Andrzej Milczanowski.

- ChcÄ™ to bardzo mocno podkreÅ›lić, że do października 1995 roku nie istniaÅ‚y prawne możliwoÅ›ci przekazania prokuraturze informacji dotyczÄ…cych agentury dziaÅ‚ajÄ…cej w Å›rodowisku Pyjasa. Natomiast na poczÄ…tku lat 90. zostaÅ‚y prokuraturze przekazane wszystkie materiaÅ‚y operacyjne w tej sprawie z wyłączeniem danych dotyczÄ…cych agentury – powiedziaÅ‚ dziennikarzom po zakoÅ„czeniu przesÅ‚uchania Milczanowski i dodaÅ‚, że nie wydaje mu siÄ™ żeby w 1977 roku byÅ‚a możliwość udzielenia odpowiedzi na pytanie: czy jakaÅ› osoba znajduje siÄ™ w zainteresowaniu SÅ‚użby BezpieczeÅ„stwa?

Autor aktu oskarżenia, prokurator Krzysztof Urbaniak z Instytutu Pamięci Narodowej twierdzi, że SB w 1977 roku nie tylko nie udzielała informacji, ale kierowała śledztwo na fałszywe tory.

- Co innego jest nie udzielić odpowiedzi, bo przepisy na to nie pozwalajÄ…, a co innego jest udzielić odpowiedzi błędnej, czyli dezinformować – twierdzi prok. Urbaniak.

Oskarżeni: inspektor Biura Śledczego MSW, 67-letni Zbigniew K. i naczelnik Wydziału Operacyjnego KW MO w Krakowie, 70-letni Jan B., nie przyznają się do winy.

Autor artykułu: woko

Comments are closed.