Śmiało można powiedzieć, że w Grenoble stał się cud. Nawet najwięksi optymiści nie liczyli, że polscy hokeiści po dziewięciu latach wygrają pierwszą dywizję w mistrzostwach świata i awansują do elity światowego hokeja, czyli grupy A. Co więcej, ten awans wywalczyli sobie już na dzień przed zakończeniem imprezy. Z tego sukcesu dumni powinni być nowotarżanie. Do tak wspaniałego sukcesu doprowadzili zespół rodowici nowotarżanie: Wiktor i Marian Pyszowie. Gratulujemy!
W zespole tym było też trzech zawodników “Szarotek”: Marek Rączka (trzeci golkiper), Jarosław Różański i Sebastian Łabuz. Ten ostatni debiutował w tak wielkiej imprezie. Jego spytaliśmy o pierwsze wrażenia po wielkim triumfie.
- Taki debiut można sobie tylko wymarzyć. Mam ogromną satysfakcję, że jakąś cegiełkę dołożyłem do tego sukcesu. Mimo, że byłem debiutantem nie grzałem ławy, ale grałem we wszystkich spotkaniach. Praktycznie z każdym występowałem na obronie, zależało to od decyzji trenera i sytuacji na lodzie. Muszę powiedzieć, że z każdym grało mi się wyśmienicie. Byliśmy zgraną paczką. Zawsze można było liczyć, że kolega naprawi mój błąd.
- Co zadecydowało o waszym sukcesie?
- Bardzo dobrze graliśmy w defensywie, co potwierdziły pierwsze spotkania z Holandią i Węgrami, w których nie straciliśmy bramki. Fantastycznie bronił Tomek Jaworski. Również Mariusz Kieca był podporą zespołu. Jeśli ma się pewne tyły, to pewniej gra się w ofensywie. Stąd też napastnicy mieli pewniejszą rękę i częściej niż zwykle trafiali do bramki. Do tego w zespole panowała wspaniała, rodzinna atmosfera. Duszą zespołu był Andrzej Szubert, który na co dzień występuje w niemieckiej bundeslidze. Teraz po awansie każdy z nas dostał dodatkowego bodźca do pracy. Będę robił wszystko, by załapać się w przyszłym sezonie do drużyny narodowej, żeby zobaczyć i przekonać się na własnej skórze jak gra światowa czołówka. Powinniśmy zrobić wszystko, by na dłużej zadomowić się w grupie A.
- Podobno głodzono was we Francji?
- Rzeczywiście przez pierwsze dwa dni otrzymywaliśmy głodowe porcje kurczaka. Jeśli ktoś się spóźnił na posiłek, to musiał obejść się smakiem.
- Jak przyjęliście wiadomość, o tym, że miejsce Wiktora Pysza przejmie czeski szkoleniowiec Frantiszek Vyborny?
- Uważaliśmy, że postąpiono nie fair wobec trenera. Jeszcze mistrzostwa były w toku, a tu taki numer zgotowała nam centrala. Staraliśmy się o tym nie myśleć, koncentrując się na grze.
- Podobno otrzymałeś mnóstwo ofert z polskich klubów?
? Na razie nikt oficjalnej propozycji mi nie złożył. Od najmłodszych lat moim wielkim marzeniem była gra w koszulce z szarotką na piersiach. To marzenie się spełniło, ale Podhale jest nad przepaścią. Trudno więc mówić czy zostanę w tym klubie. Wszystko zależy od tego, czy znajdą się ludzie w Nowym Targu, którzy stworzą warunki, by można było nadal reprezentować nowotarski hokej. Nie ukrywam, że SSA Podhale zalega mi dość dużo pieniędzy. Jeżeli działacze do końca kwietnia nie wyrównają zaległości, to otrzymamy do ręki swoje karty zawodnicze. Będziemy mogli przejść, bez odstępnego do innych klubów. Z czegoś muszę żyć, a hokej jest jedynym moim źródłem utrzymania.
Autor artykułu: Stefan Leśniowski