Politycy do szkoły?


Co najmniej kilkunastu tarnowskich działaczy politycznych, związkowych i samorządowych podnosi swoje wykształcenie. Niektórzy nadrabiają młodzieńcze zaniedbania. Trzy litery przed nazwiskiem mają im pomóc w drodze do wielkiego świata polityki…

Politycy z dyplomami mają inne zdanie na ten temat. Według nich niektórzy z uczących się polityków uaktywnili się przed wyborami. Ale są wśród nich tacy, którzy sądzą, iż wykształcenie może pomóc w karierze.

Chyba największym, choć mocno opóźnionym, pędem do wiedzy wykazują się ludowcy. Stanisław Sorys (jeden z liderów tarnowskiego PSL) studiuje prawo i administarcję. Inny ludowiec, Paweł Augustyn (kandydat na posła) również podnosi swoje wykształcenie. Wybrał informatykę połączoną z ekonomią. Studiuje też kandydatka na posła (z listy PSL-u) Renata Żaba, która wybrała polonistykę.

Szef tarnowskiej “Solidarności” Henryk Łabędź studiuje natomiast ekonomię. Na KUL studiował także Czesław Kwaśniak ( kandydat na senatora). Uzyskał on dyplom tej uczelni. Ewenementem w tej grupie jest działaczka tarnowskiej Unii Wolności Monika Maziarka (kandyduje do Sejmu), która rozpoczęła studia doktoranckie na Uniwersytecie Śląskim. Również kilku samorządowców pełniąc swój urząd postanowiło podnieść swoje wykształcenie. Uczącym się wójtem jest Janusz Kwaśniak z Borzęcina. Prezydent Tarnowa skończył natomiast niedawno studia podyplomowe. Pełniąc urząd wójtowski dyplom wyższej uczelni uzyskał Bernard Karasiewicz z PO (kandydat na posła). Lokalni politycy przyznają (nie godzą się jednak na podawanie nazwisk), iż podejmując naukę w wieku trzydziesatu kilku lat nadrabiają młodzieńcze zaniedbania.

- Wtedy się mi po prostu nie chciało uczyć, a teraz w polityce wykształcenie może przydać się – mówi z rozbrajającą szczerością jeden z nich.

Krakowski politolog prof. Krzysztof Pławecki uważa, że wielu lokalnych działaczy politycznych wstydzi się tego, iż nie ma wyższego wykształcenia i m.in. z tego powodu podejmuje trud nauki.

Autor artykułu: mir

Comments are closed.