SKH Sanok – UNIA Dwory Oświęcim 0:8 (0:1,0:6,0:1). Bramki 0:1 Laszkiewicz – Wojciechowski (13), 0:2 Laszkiewicz (26), 0:3 Klisiak (28), 0:4 Laszkiewicz – Piątek (28), 0:5 Garbocz – Laszkiewicz (32), 0:6 Mucha – Horny – Wieloch (32), 0:7 Mucha – Wieloch – Horny (36), 0:8 Laszkiewicz – Piątek (52). Sędziowali Rzerzycha (Kraków) – Kubiszewski (Katowice) i Meszyński (Bytom). Kary: 20 (w tym dwie techniczne) – 12 (w tym dwie techniczne). Stan rywalizacji play off: 0:2.
UNIA: Brnio – Gonera, Cinalski; Piątek, Zamojski; Kłys, Czihal – M. Puzio, Parzyszek, Klisiak; L. Laszkiewicz, M. Garbocz, Wojciechowski; Wieloch, Muchas, Horny oraz Pohl.
Gospodarze przystąpili do meczu bez swoich czterech podstawowych zawodników (Zubik, Timka, Niemiec i Maślak). W mocno okrojonym składzie walczyli z Unią dopóki sił starczyło, czyli przez pierwszą tercję. Wówczas to szanse bramkowe mieli z jednej strony Burnat i Radwański, a z drugiej Wojciechowski i Parzyszek. Potem jeszcze groźnie strzelał Klisiak, ale bramka padła w najmniej spodziewanym momencie. W 13 min. obrońca SKH Gapa podał krążek Wojciechowskiemu, który skorzystał z prezentu wykładając go do strzału Laszkiewiczowi. Ten bez trudu pokonał Wawrzkiewicza. Chwilę później kapitalnie strzelał Secemski, ale trafił w poprzeczkę.
Druga tercja była koncertowa w wykonaniu mistrzów Polski, a SKH popełniało seryjnie błędy, które kończyły się utratą bramek. Świetnie grał Laszkiewicz, nie można było mieć żadnych pretensji i do jego partnerów. Sześć bramek w tej drugiej odsłonie spowodowało, że w trzeciej tercji Unia grała już na luzie, zadowalając się jednym trafieniem.
FORTUNA PODHALE Nowy Targ – GKS Tychy 1:3 (0:2,0:1,1:0). Bramki 0:1 Tabaka (Kotoński) 7, 0:2 Karatajew (Kwiatkowski) 10, 0:3 D. Adamcik (Kwiatkowski, Kuc) 22, 1:3 Biela (Jewitt) 42,. Sędziowali: Matuszak z Bydgoszczy oraz Szot i Madeksza z Sosnowca. Kary 20-24 min. Widzów: 2000. Stan play off 1:1.
PODHALE: Zborowski – Gretka, Sroka, Jewitt, Suvanto, Łyszczarczyk – Puławski, Piotr Gil, Różański, Zaręba, Witer – Marcińczak, Łabuz, Słowakiewicz, M. Zapała, T. Podlipni – S.Smreczyński, Paweł Gil, K. Zapała, Biela, Malinowski.
Przed meczem przeżyliśmy kolejny kabaret. 5 minut przed jego rozpoczęciem prezes Andrzej Głowiński dopisywał do składu obcokrajowców, którzy początkowo mieli nie wystąpić, gdyż nie mieli opłaconych kart transferowych. Równocześnie skreślił z protokołu zawodów Andrzeja Słowakiewicza. Ten jednak poprowadził zespół, mimo sprzeciwu ze strony Wieńczysława Kowalskiego. – Prezes straszył chłopców, że jeśli pojawię się w boksie to nie otrzymają wypłaty. Zawodnicy jednak murem stanęli za mną – powiedział Andrzej Słowakiewicz, który jednocześnie dodał, że nikt mu nie wręczył wymówienia z pracy.
W takich oto nie najlepszych nastrojach przystąpili górale do ważnego meczu. Od początku byli spięci, roztrzęsieni. Szarotkom po prostu nic nie wychodziło, motały się jak ryba w sieci. Goście też niczym nie zaimponowali. Ale skwapliwie skorzystali z prezentów gospodarzy. W siódmej minucie defenswy Podhala zapomnieli o Tabace, który samotnie stał przy słupku bramki Zborowskiego i z zimną krwią dobił krążek po strzale Kotońskiego. 3 minuty później bezpański krążek przechwycił Kwiatkowski i natychmiast oddał do Karatajewa, a ten dopełnił formalności. Szaroki atakowały, ale robiły to chaotycznie i niemrawo. Z kolei tyszanie, gdy tylko przechwycili ,gumę” natychmiast wybijali ją byle dalej od własnej bramki. Najlepszą sytuację w 13 min zmarnował Jewitt przegrywając pojedynek sam na sam z Kiecą. Zaś w 26 sek drugiej odsłony Różański w sytuacji 1:1 trafił w słupek. 51 sekund później ze zdobyczy bramkowej cieszyli się przyjezdni. Po strzale Kwiatkowskiego z niebieskiej linii lot krążka zmienił D. Adamcik i tym samym tyszanie wykorzystali liczebną przewagę. Od połowy drugiej tercji osiągnęli dość znaczną przewagę. Tylko doskonałej postawie Zborowskiego w bramce górale zawdzięczają w tej części gry stracili tylko jednego gola. Za to ostatnie 20 minut rozpoczęły Szarotki z mocnym akcentem. Po raz pierwszy na tafli pojawił się czwarty atak i Biela przepięknym strzałem pod pprzeczkę zmusił do kapitulacji Kiecę. Gospodarze do końca ,próbowali” zmienić niekorzystny rezultat, ale nie mieli koncepcji na sforsowanie defensywy gości.
KTH Krynica – POLONIA Bytom 6:4 (1:0, 3:1, 2:3). Bramki: Daniel Laszkieiwcz 16 i 54 min., Ślusarczyk 24, Słaboń 28, Ilavski 37, Grzegorz Piekarski 60. Sędziował Jacek Chadziński z Krakowa, Ryniak i Czech z Sanoka. Kary: KTH 6 minut, Polonia 8 minut. Widzów: 2500. Stan play off 1:1.
KTH: Jaworski – Preczek, Grzegorz Piekarski, Ślusarczyk, Słaboń, Daniel Laszkiewicz – Sokół, Mintel, Prima, Ilavski, Proszkiewicz – Piksa, Tyczyński, Urban, Voznik, Suchomski. W trzeciej tercji za Primę grał Cieślak).
Mecz wywołał duże zainteresowanie w Krynicy, ale nie zachwycił poziomem licznie zgromadzonych widzów. Pierwsza tercja bardzo chaotyczna, lekką przewagę uzyskało KTH i w 24 minz podania Preczka bramkę zdobył Laszkiewicz. Kilku dogodnych sytuacji gospodarze nie wykorzystali grając dwukrotnie w przewadze. Dobrze bronił w bramce Polonii Włodarczyk. Druga tercja lepsza w wydaniu KTH. Dał znać o sobie reprezentacyjny atak Ślusarczyka. Na 2:0 po podaniu Słabonia podwyższył Ślusarczyk. W 25 min po idealnym podaniu Primy, będąc sam na sam z bramkarzem Polonii nie wykorzystał sytuacji Proszkiewicz. W 28 minucie po podaniu Huba zdobywa Syposz kontaktową bramkę. I jest 2:1. Kryniczanie momentalnie zaatakowali w tej samej minucie Słaboń zdobya trzecią bramkę dla gospodarzy z podania Ślusarczyka. W 31 minucie idealną sytuację, będąc sam na sam z bramkarzem nie wykorzystał Ślusarczyk. W 32 minucie tylko poprzeczka ratuje KTH przed utratą bramki po strzale Sedlaka. W 37 minucie Ślusarczyk z własnej tercji podał do Ilavskiego, który przez połowę lodowiska ograł obrońców Polonii i będąc sam na sam z Włodarczykiem wykorzystał tą sytuację, podwyższając na 4:1.
W trzeciej tercji nieznaczną przewagę mają poloniści. Kryniczanie rozluźnieni prowadzeniem różnicą trzech bramek przy dobrej grze polonistów w ciągu trzech minut tracą dwie bramki. w 42 min bramkę strzela Sobera i w 45 min na 4:3 zmniejsza stan Syposz. W dalszym ciągu Polonia ma przewagę, kryniczanie ograniczają się do wybijania z własnej tercji krążka. W 54 minucie krążek wybija Włodarczyk, ale wprost na kij Laszkiewicza, a ten do pustej bramki zdobywa piątą bramkę. W 55 minucie z podania Huba na 5:4 zdobywa Kuźniecow. 30 sekund do końca meczu Polonia wycofuje bramkarza, wprowadzając do gry szóstego zawodnika w polu. Kryniczanie wykorzystują tą sytuację, przejmując krążek tak we własnej tercji, Ślusarczyk podaje do Grzegorza Piekarskiego, a ten ustala wynik końcowy na 6:4.
Stoczniowiec Gdańsk – GKS Katowice 5:1 (1:0, 1:1, 3:0). Stan rywalizacji play off 1:1.
Autor artykułu: Ja, Stefan Leśniowski, DG