Archive for March, 2001

Oferta jak się patrzy

Saturday, March 31st, 2001

Przeszło 130 firm prezentuje oferty letniego wypoczynku na IX Salonie Turystycznym jaki trwa do jutra w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie przy al. 3 Maja 1.

Jest w czym wybierać. Wypoczynek krajowy, zagraniczny, wczasy rodzinne, wyjazdy weekendowe, obozy młodzieżowe, kolonie, zielone szkoły, kursy językowe, wycieczki rowerowe, obozy żeglarskie, szkolenia dla płetwonurków, a także wyprawy podziemnymi trasami. Katalogi przyciągają, a przedstawiciele biur podróży zachęcają do skorzystania właśnie z ich oferty.

- Przyszłam tu, bo mam zamiar wyjechać na wycieczkę objazdową dookoła Europy. Znalazłam kilka propozycji i pewnie na jedną z nich się zdecyduję. Jeszcze zapytam znajomych, z którą firmą wyjeżdżali i to będzie głos dedydujący – powiedziała Krystyna Kluzowska z Krakowa.

- Mam dzieci w szkole podstawowej, chcę je wysłać na kolonie, chyba skorzystam z tego, co oferuje Jaworzyna. Mają bogatą ofertę. Sam tytuł ,Akademia szkrabusiów” brzmi zachęcająco – skomentował Jacek Wojnicki z Krakowa.

Sport. Tłok był przy stoiskach Pierścienia Jurajskiego, ziemi myślenickiej, limanowskiej, czy gorlickiej, Babiej Góry i Zbiornika Czorsztyńskiego. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszyły się oferty prezentowane przez ,solne podziemie” Bochnia-Wieliczka, czy podziemie jaskiniowe. Były też degustacje potraw, występy zespołów folklorystycznych.

Dziś dzień włoski i prezentacja regionów partnerskich: Messina, Lignano Sabbiadoro, Grado, Val di Sole, Baia Domizia w Kampanii.

Jutro konkurs dla publiczności, a wygrać będzie można 2-osobową wycieczkę na Sycylię.

Salon otwarty będzie od 10 do 18, a jutro od 10 do 17.

Autor artykułu: dag

Milczanowski przed sądem

Saturday, March 31st, 2001

Przed krakowskim sądem stanął wczoraj były minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski. Zeznawał jako świadek obrony w procesie byłych wysokich funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa z lat 70., oskarżonych o utrudnianie i kierowanie na niewłaściwe tory śledztwa w sprawie śmiertelnego pobicia w maju 1977 roku studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego i działacza opozycji, Stanisława Pyjasa.

Zgodnie z wnioskiem obrońców, świadek miał zeznawać na temat okoliczności związanych z ujawnianiem przez MSW prokuraturze krakowskiej materiałów w sprawie śmierci Pyjasa oraz procedur odtajniania materiałów objętych tajemnicą państwową. Na czas zeznań byłego ministra sąd wyłączył jawność rozprawy.

Obrona twierdzi, że oskarżeni pracownicy SB w 1977 roku nie mogli udzielać prokuraturze informacji o działaniach operacyjnych wobec Pyjasa i agenturze działającej w jego środowisku. Do tego stanowiska przychyla się Andrzej Milczanowski.

- Chcę to bardzo mocno podkreślić, że do października 1995 roku nie istniały prawne możliwości przekazania prokuraturze informacji dotyczących agentury działającej w środowisku Pyjasa. Natomiast na początku lat 90. zostały prokuraturze przekazane wszystkie materiały operacyjne w tej sprawie z wyłączeniem danych dotyczących agentury – powiedział dziennikarzom po zakończeniu przesłuchania Milczanowski i dodał, że nie wydaje mu się żeby w 1977 roku była możliwość udzielenia odpowiedzi na pytanie: czy jakaś osoba znajduje się w zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa?

Autor aktu oskarżenia, prokurator Krzysztof Urbaniak z Instytutu Pamięci Narodowej twierdzi, że SB w 1977 roku nie tylko nie udzielała informacji, ale kierowała śledztwo na fałszywe tory.

- Co innego jest nie udzielić odpowiedzi, bo przepisy na to nie pozwalają, a co innego jest udzielić odpowiedzi błędnej, czyli dezinformować – twierdzi prok. Urbaniak.

Oskarżeni: inspektor Biura Śledczego MSW, 67-letni Zbigniew K. i naczelnik Wydziału Operacyjnego KW MO w Krakowie, 70-letni Jan B., nie przyznają się do winy.

Autor artykułu: woko

Magik

Saturday, March 31st, 2001

Karel Križ, czeski magik, uczestnikom II Krakowskich Spotkań Zdrowia i Niezwykłości zafundował znakomitą zabawę. Wyciągał gołębie z pustego kapelusza, ze sznurka robił sztywny kijek.

Nieoczekiwanie znikały ludziom zegarki i obrączki, a potem pojawiały się w zupełnie innym miejscu. Do swoich sztuczek angażował publiczność. Była zdumiona i zachwycona. Występ czeskiego iluzjonisty można zobaczyć także dziś o godz. 10.00.

Gości festiwalu, odbywającego się jeszcze w sobotę i niedzielę w krakowskiej hali ,Sokoła” przy ul. Piłsudskiego 27, czeka też wiele innych atrakcji.

Autor artykułu: KaK

Ksiądz Jacek MISZCZAK – Człowiek Roku 2000

Friday, March 30th, 2001

Ksiądz z parafii Miłosierdzia Bożego w Dębicy, organizator XI ogólnopolskiego festiwalu “Polonia Semper Fidelis” w Dębicy – za uwrażliwianie parafian na duchowy wymiar imprez artystycznych.
Urodził się w Pustkowie. Po studiach w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie był wikarym w parafiach Diecezji Tarnowskiej w Tarnowie, w Bobowej i Nowym Sączu. Od kilku miesięcy pełni posługę duszpasterską w Dębicy. Organizator wielu imprez artystycznych. W Nowym Sączu w Roku Wielkiego Jubileuszu 2000 zorganizował koncert Oratorium Jana Kantego Pawluśkiewicza z trzystoma muzykami. W Dębicy – Festiwal Piosenki Religijnej. Na koncerty zaprasza największe gwiazdy polskiej muzyki i piosenki. Doskonale nawiązuje współpracę z młodzieżą. Uwielbia dobrą muzykę i prozę polską.

Autor artykułu: Teresa Brandys

Mieczysław GWIŻDŻ – Człowiek Roku 2000

Friday, March 30th, 2001

Radny Nowego Sącza, członek Zarządu Głównego i prezes Zarządu Okręgu Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych w Nowym Sączu, członek Wspólnoty Sądeczan ? za pomoc ludziom starszym, samotnym i dzieciom, za inicjatywę budowy Domu Hodowcy i zintegrowanie środowiska hodowców gołębi pocztowych.
Ma 59 lat. Sportową karierę rozpoczął w klubach piłkarskich Sandecja i Dunajec. Później grał m.in. w Cracovii i Wiśle. W 1974 r. pożegnał się z murawą, został działaczem klubów i władz piłkarskich. Od wielu lat jego wielką pasją jest hodowla gołębi pocztowych. Jest członkiem kolegium redakcyjnego, wydawanego aż dla 19 państw periodyku ?Hodowca Gołębi Pocztowych?. Wielki społecznik. Organizuje akcje na rzecz dzieci szkolnych oraz emerytów i rencistów. Zodiakalna waga.

Autor artykułu: Teresa Brandys

Aniela GOLIŃSKA – Człowiek Roku 2000

Friday, March 30th, 2001

Pielęgniarka oddziałowa Oddziału Laryngologii Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Nowym Sączu i nauczycielka pielęgniarstwa ? za prawdziwą troskę o pacjenta, za pracę na rzecz odnowienia i modernizacji Oddziału Laryngologii.
Ma 38 lat pracy, w tym 25 w Nowym Sączu. Gdy przyszła na ten oddział, był on jednym z najbardziej zaniedbanych w szpitalu. Kilka lat temu poderwała swe koleżanki i własnymi rękami zmodernizowały pomieszczenia. Teraz broni oddziału przed likwidacją, a koleżanki przed utratą pracy. W ostatnich latach ukończyła specjalne kursy, by nieść pomoc nie tylko pacjentom na tym oddziale, gdzie nocą pielęgniarki zostają bez lekarza, ale także swej najmłodszej, 13-letniej córce z trudem odzyskującej sprawność fizyczną po ciężkiej chorobie. Zodiakalna panna.

Autor artykułu: Teresa Brandys

Mister z AGH

Friday, March 30th, 2001

Nie prężył bicepsów, nie prezentował bałkańskiej opalenizny, nie szczerzył zębów w hollywoodzkim uśmiechu. Robert Barański ma elegancką prezencję i osobisty urok, na nikogo się nie zgrywa. I za to jurorzy konkursu (decydujący głos mieli dziennikarze) przyznali mu wczoraj tytuł Mistera Małopolski 2001.

Robert ma 24 lata i pochodzi z Cieszyna. Studiuje na czwartym roku wibroakustyki i inżynierii dźwięku AGH. Cieszy się, że razem z czterema innymi reprezentantami Małopolski już 7 kwietnia weźmie udział w półfinałach konkursu na szczeblu ogólnopolskim.

- Może i tam komuś się spodobam – mówił odbierając w restauracji ,CK Dezerter” gratulacje od przedstawicieli agencji Reklamex Entry, która zorganizowała regionalne wybory.

Autor artykułu: KaK

“Zygmunt” bez złota

Friday, March 30th, 2001

Przed pięcioma wiekami do kadzi z płynnym metalem miano wrzucić złoty pierścień, srebrny sygnet i strunę. A wszystko po to, by nadać dzwonowi Zygmunta niepowtarzalny głos. Właśnie zakończyły się kompleksowe badania dzwonu, podczas których naukowcy po raz pierwszy zweryfikowali najstarsze legendy.

Spiżowy kolos nie zawiera ani srebra, ani złota, znaleziono za to w ilościach śladowych bardzo rzadki pierwiastek – niob. A rozkład cyny i miedzi przybliża kulisy odlewania spiżowego kolosa przez mistrza Behama.

Dzwon jest unieruchomiony i czeka na serce. To dobra okazja, by go zbadać. Mikroskopijne próbki 11-tonowego giganta powędrowały pod najczulszy, widmowy rentgen. Urządzenie Spectro Xepos pozwala zajrzeć do jednej dziesięciotysięcznej miligrama w głąb struktury metalu.

- Otrzymaliśmy ciekawe wyniki – mówi dr Marcin Biborski z Instytutu Archeologii UJ, który wykonał badania.

(Dokończenie ze str. 1)

- Dzwon został odlany zgodnie z wiedzą dawnych mistrzów. To spiż będący stopem miedzi i cyny. Ale ze względu na olbrzymią masę metale te rozkładają się nierównomiernie. W górnej części dzwonu jest zaledwie 15-18 proc. cyny, a w dolnej aż 28 proc. A to wyjaśnia zagadkę wyszczerbienia jego krawędzi. Nagromadzenie cyny utwardza metal, ale czyni go też bardzo kruchym i podatnym na urazy.

Dzwon wyszedł spod ręki mistrza Hansa Behama. Naukowcy doszli do wniosku że surowiec przygotował wcześniej i mimo różnic w rozkładzie podstawowych pierwiastków, znakomicie go wymieszał. Co w przypadku 11 ton było nie lada sztuką.

To właśnie znakomicie przygotowany stop sprawił, że dzwon praktycznie całkowicie oparł się korozji, choć w wieży różnica temperatur między zimą a latem dochodzi do 70 stopni.

Wyniki analiz czterech próbek pobranych z dzwonu będą opublikowanie w naukowej literaturze.

Dzwonników zaniepokoiło pęknięcie w dębowym zawieszeniu stanowiącym przeciwagę dzwonu. To właśnie przy nim trwają obecnie prace, które wczoraj wizytowali dzwonnicy. Firma ,Grzybek” świetnie radzi sobie z tym zadaniem, niezwykle odpowiedzialnym, bo drewno jest starsze niż dzwon. Może pochodzić nawet z XII wieku. W miejscach spękania zostały wpuszczone pasy włókna węglowego, wsporniki tytanowe pozwoliły równomiernie rozłożyć ciężar z belki na łożyska. Te ostatnie nie wymagają żadnej interwencji. Nie wykazują śladów zużycia, choć jako dar szwedzkiej firmy dźwigają masę dzownu od 1929 r.

Autor artykułu: KaK

Dzień po euforii

Friday, March 30th, 2001

Po losowaniu grup eliminacyjnych MŚ za faworytów grupy V uznawano powszechnie Ukrainę i Norwegię. Zwolennicy biało-czerwonych nieśmiało mówili i o naszych szansach, ale po ostatnich kilkunastu latach całkowitego braku sukcesów w tych rozgrywkach, sprawę można było rozpatrywać w kategoriach pobożnych życzeń. Zgodnie z powiedzeniem: chciałoby się sukcesu, tylko podstaw nie ma! Dziś te solidne podstawy podopieczni Jerzego Engela zbudowali sobie sami, wygrywając na półmetku eliminacji 4 spotkania i jedno remisując.

Teraz Polska z 13 pkt. na koncie jest już wielkim faworytem grupy V. Stwierdzenie ,wielki” ma oczywiście rację bytu tylko przy zachowaniu należytej ostrożności o utrzymanie przewagi nad konkurencją. A tą można powiększyć lub ją stracić zarówno w tych meczach uznawanych za ważne, jak i z potencjalnymi outsiderami naszej grupy. Z tego wynika jeden podstawowy wniosek: do końca eliminacji nie ma meczów mało ważnych!

Niespodzianka z Polską w roli głównej z naszego punktu widzenia może nawet już taką niespodzianką nie jest. Za to dziwimy się, że za plecami depta nam po piętach nie Norwegia czy Ukraina, ale w ogóle nie brana pod uwagę Białoruś. W środę nasi wschodni sąsiedzi utrzymali dystans do Polaków w ostatnich sekundach spotkania, strzelając zwycięską bramkę już w przedłużonym czasie gry, w 93 min. Dla Białorusi oznaczało to wielką radość, dla Norwegów koniec najmniejszych choćby nadziei na włączenie się do walki o wyjazd do Korei i Japonii. Trochę przykro, gdy największy faworyt poległ w tych eliminacjach niemal bez walki!

Walijczycy ,urwali” nam jesienią jedyne punkty, teraz byli sprzymierzeńcami Polaków, remisując z Ukrainą. Pięć punktów przewagi jakie mamy nad ekipą Szewczenki i Rebrowa ma niezwykle wymierną wartość, szczególnie w kontekście tego, że rewanż z nimi grać będziemy w Polsce.

Wróćmy jeszcze do spotkania warszawskiego. Trudno przeceniać wygraną 4:0 nad wyjątkowo słabą w tym dniu Armenią, ale punkty są punktami i warto się z nich cieszyć. W takiej sytuacji nawet nie wypada zbyt dogłębnie analizować już teraz potyczki z Ormianami, dajmy się zespołowi nacieszyć tym zwycięstwem. Później przyjdzie czas, by przestrzegać przed euforią, który to stan będzie do przyjęcia dopiero po awansie. Dość już przegranych szans, choćby i w ostatnich meczach eliminacyjnych. Teraz czas na autentyczną radość, a tą daje tylko i wyłącznie awans.

Jedyny wiślak w ekipie Jerzego Engela, Radosław Kałużny, tym razem nie należał do wyróżniających się postaci spotkania. Ale trudno się temu dziwić, po kontuzji zawodnik powoli dochodzi do siebie, miejmy nadzieję że jeszcze w tym sezonie wróci do wielkiej formy jaką prezentował jesienią w meczach z Ukrainą czy Białorusią. Na tą wielką formę czekają i w Krakowie…

- Wygraliśmy kolejny bardzo ważny mecz – powiedział w środę wieczorem Radosław Kałużny. – Cieszymy się, ale jednocześnie pamiętamy, że to jeszcze nie koniec eliminacji. W spotkaniu z Armenią chcieliśmy jak najszybciej strzelić gola. Kiedy to się udało mogliśmy już grać bardzo spokojnie.

Stwierdzenia ,znakomicie” użył trener Engel oceniając występ wychowanka Hutnika, Marka Koźmińskiego. Zawodnik ten ostatnio niewiele gra we włoskiej Brescii, ale w reprezentacji pokazał wszystkim na czym polega boiskowa mądrość.

- Strzeliliśmy rywalowi 4 gole, co mogłoby świadczyć o jego słabości. Moim zdaniem nam po prostu odpowiada styl gry jaki prezentują Ormianie i to wykorzystaliśmy. Teraz trzeba nam trochę wypoczynku przed decydującą walką o awans – powiedział piłkarz Serie A.

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ

Malowanki zamiast strachu

Thursday, March 29th, 2001

Przychodnię, gdzie dzieci w czasie oczekiwania na przyjęcie przez lekarza będą mogły brać udział w konkursach i udzielać się artystycznie, otwarto wczoraj w Mościcach. W przyszłości dzieci będą mogły też oglądać kreskówki na wideo.

W przychodni funkcjonowała będzie pierwsza w Tarnowie poradnia dietetyczna dla dzieci.
- Rodzice będą mogli konsultować się w sprawie żywienia chorych dzieci lub będących na diecie. To w Tarnowie coś nowego, ale bardzo potrzebne – uważa Adam Szewczyk dyrektor Mościckiego Centrum Medycznego.
W czasie otwarcia przychodni przecięte zostały dwie wstęgi: żółta przed poradnią dzieci zdrowych i niebieska przed poradnią dzieci chorych.
Po uroczystym otwarciu obiekt został poświęcony przez ks. Mariana Grzankę proboszcza miejscowej parafii.

Autor artykułu: (KF)