Archive for April, 2001

Koncert nad koncerty

Tuesday, April 24th, 2001

To był koncert nad koncerty. W kościele kolejowym z okazji 30 – lecia istnienia chóru im. Jana Pawła II odbył się wspólny koncert jubilata, Orkiestry Reprezentacyjnej Straży Granicznej i chóru z parafii Matki Bożej Bolesnej.

W rolę konferansjera przeistoczył się sam ks. proboszcz Kazimierz Ptaszkowski. Robił to ze swadą i lekkością. Natomiast, to co zaprezentowała orkiestra z chórami, to było to, czyli znakomity koncert z utworami, które przeszły do klasyki.

,Gloria” Antonio Vivaldiego, ,Exultate Deo” Antonio Scarlattiego, ,Alleluja” Haendla, a zwłaszcza ,Moment for Mericone” spotkały się z prawdziwymi owacjami. Oklaski dobrze brzmiały w świątyni. Bo się należały.

Bohaterami wieczoru byli przede wszystkim Stanisław Wolak, dyrygent chóru im. Jana Pawła II, Stanisław Strączek, dyrygent orkiestry i wszyscy wykonawcy.

Autor artykułu: YES

Błąd sędziego

Monday, April 23rd, 2001

Mimo pomyłki sędziego Hutnik pokonał przemyską Polonię – POLONIA Przemyśl – HUTNIK Kraków 0:1 (0:0)

W 70 min. spotkania po strzale głową Szewczyka piłka przekroczyła linię bramkową. Bramkarz gospodarzy Galanty właściwie odruchowo już tylko wybijał piłkę, będąc tak jak i pozostali piłkarze obu drużyn przekonany, że Hutnik gola strzelił.

Tymczasem ten odruch Galantego wybawił Polonię z poważnych opresji, bowiem sędzia Półtorak tkwił w przekonaniu, że piłka nie przekroczyła całym obwodem linii bramkowej i gola nie uznał! Nie pomogły protesty gości, tak jak nie zdziwiło sędziego zachowanie gospodarzy, którzy wcześniej już pogodzili się z utratą bramki.

Błąd sędziego był ewidentny, a ,naprawił” go dopiero w 77 min. Przytuła, który strzałem z 18 m zdobył dla Hutnika zwycięskiego gola.

Mecz był rozgrywany w trudnych warunkach, a od pierwszych minut na boisku przeważali krakowianie. Groźnie na bramkę Galantego strzelali Grzebinoga, Świstak, Łatka i Przytuła. Bramkarz Polonii dobrze radził sobie z obroną tych strzałów. Polonia na te ataki krakowian odpowiedziała jedną groźną kontrą, a po akcji Pastuszaka minimalnie niecelnie strzelał Sierżęga. Na uwagę zasługuje również strzał Załogi po zagraniu z rzutu wolnego Kloca, i tym razem piłka minęła bramkę Skórskiego.

Druga część spotkania była wyrównana, najgroźniejszym zawodnikiem dla uważnie grającej defensywy Hutnika był ich były kolega Kloc. Ten nie tylko obsługiwał partnerów dokładnymi podaniami, ale również sam często strzelał na bramkę Skórskiego. Bez powodzenia. Później była ta opisana już sytuacja z 70 min. i gol Przytuły.

Polonia próbowała w końcówce zmasowanymi atakami doprowadzić do wyrównania, ale obrońcy i bramkarz Hutnika stanęli na wysokości zadania.

Bramka: Przytuła w 77 min. Sędziował D. Półtorak z Białej Podlaskiej. Żółte kartki: Pastuszak, Strzałkowski – Grzebinoga, Świstak. Widzów 1 tys.

POLONIA: Galanty – Andruszewski, Jabłoński, Strzałkowski – Szarek (80. D. Jaroch), Załoga, Kloc, W. Jaroch, Pankiewicz (83. Gierczak) – Sierżęga, Pastuszak (75. Błażkowski).

HUTNIK: Skórski – Szablowski, Grzebinoga, Szewczyk – Ciesielski (57. Kostera), Świstak, Bernas (83. Przała), Łatka, Makuch (89. Kołodziej) – Przytuła, Białek (65. Chmiest).

Autor artykułu: Ja

Pasy deszczu się nie boją

Monday, April 23rd, 2001

Bardzo dobry mecz rozegrany w niezwykle trudnych warunkach. Wprawdzie boisko Cracovii jest dobrze zdrenowane, ale przy nieustannie padającym deszczu od trzech dni nawet na tej murawie pojawiły się niewielkie kałuże. CRACOVIA – STAL Sanok 2:0 (2:0).

Z każdą minutą gry ,przeorana” korkami ziemia zamieniała się w błoto. Odczuli to najbardziej obaj bramkarze, chociaż właściwie poza Księżycem żadnemu z piłkarzy nie udało się dograć do końca meczu w nienagannie czystej koszulce.

Księżyc się nie pobrudził, co nie znaczy, że unikał piłki. Wręcz przeciwnie, był najczęściej ostrzeliwującym bramkę rywali zawodnikiem, a już w 4 min. popisał się strzałem, który można określić krótko: kapitalny! Zawodnik Cracovii uderzył na bramkę Sołtysika z około 30 m i trafił idealnie w róg bramki. Prowadzenie Cracovia osiągnęła więc szybciej niż się ktokolwiek spodziewał.

Gospodarze poszli za ciosem, systematycznie ostrzeliwując bramkę Stali. To co nie udało się Basterowi i Księżycowi, w 20 min. ,załatwił” Bania. Napastnik gospodarzy wślizgiem zaatakował piłkę zagraną mu przez Wacka i trafił do siatki.

Cracovia wygrała 2:0, ale sytuacji bramkowych miała tyle, że wynik powinien być znacznie wyższy. Pojedynki z bramkarzem Stali przegrali Wacek i Zegarek, dwóch kapitalnych sytuacji nie wykorzystał Gruszka. Przy czym w drugim przypadku Gruszka może mówić o ogromnym pechu, bowiem piłka po jego strzale zmierzała już do pustej bramki i ugrzęzła w błocie!

Na kilka ciepłych słów zasłużyli również gości. Wprawdzie w pierwszej połowie dali się zepchnąć do defensywy, ale po przerwie dzielnie walczyli o honorowego gola i stworzyli kilka bardzo groźnych sytuacji pod bramką dobrze broniącego Palucha. W Cracovii nikt nie chce głośno mówić, że w klubie odżyły nadzieje na włączenie się w walkę o awans, ale sama chęć wygrania wszystkich meczów deklarowana przez trenera i zawodników chyba o czymś świadczy.

Bramki: Księżyc 4 i Bania 20 min. Sędziował P. Sadczuk z Lublina. Żółte kartki: Morawski – Kosiba. Widzów 300.

CRACOVIA: Paluch – Morawski, Fudali, Ziółkowski, Kopyść – Wacek (70. Podsiadło), Gruszka, Księżyc (84. Hrapkowicz), Baster – Bania (88. Bagnicki), Hermaniuk (59. Zegarek).

STAL: Sołtysik – Ząbkiewicz, Węgrzyn, Sumara, Wróblicki – Kuziński, Gorzynik, Spaliński (55. Tarnolicki), Badowicz (46. Kosiba) – Sieradzki, Płoucha (55. Szerszeń).

Autor artykułu: JK

Wisła-Odra w opinii trenerów

Monday, April 23rd, 2001

Jerzy WYROBEK (Odra): Myślę, że Odra pokazała się w Krakowie z dobrej strony. Przyznam, że miłym zaskoczeniem dla nas jest, iż udało się nam do ostatniej chwili zagrażać Wiśle, bo chyba nikt się tego nie spodziewał. Mimo przegranej jestem zadowolony z naszej gry, szkoda tylko, że nie udało się sprawić niespodzianki. Bo ta była możliwa. Oczywiście te ciężkie warunki gry wynikające z pogody sprzyjały nam, w tych kałużach wody łatwiej było się bronić. Ale tej pogody nikt z nas sobie na tę sobotę nie wybierał.

Adam NAWAŁKA (Wisła): Po ostatnich dobrych występach Odry spodziewaliśmy, że walka o punkty będzie ciężka. Tu ukłony pod adresem trenera Wyrobka, który stworzył w Wodzisławiu rzeczywiście ciekawą ekipę. Tym razem dodatkowym utrudnieniem dla nas była fatalna pogoda, dla grającej technicznie Wisły te kałuże na boisku oznaczały konieczność zmiany stylu gry. Bo na takim placu ta technika nie mogła funkcjonować. Trzeba więc było walczyć i próbować sobie długimi podaniami otworzyć drogę do bramki rywala. W całym meczu stworzyliśmy wiele sytuacji, ale bramki długo nie padały. W przerwie mówiliśmy sobie, że walczymy do końca i chociaż ta jedna bramka musi paść. Padły dwie i wówczas zespół się zdekoncentrował. Kosztowało nas to utratę gola i dodatkowe emocje w ostatniej minucie spotkania.

Autor artykułu: ja

Wreszcie ktoś pomyślał

Saturday, April 21st, 2001

Dzisiejsze spotkanie Dunajca Nowy Sącz z Huraganem Waksmund zostało przełożone z godziny 17 na 14! Według terminarza sporządzonego przed rozgrywkami rundy wiosennej mecze Sandecji z Lewartem i Dunajca z Huraganem Waksmund miały się rozpocząć niemal o tej samej porze. Sandecji o godzinie 16.30, Dunajca o 17.
Za zmianą pory spotkania Dunajca byli nawet ich rywale z Waksmundu.

- Jesteśmy za tym, aby mecz przełożyć na wcześniejszą porę – usłyszeliśmy od dyrektora Huraganu, Ryszarda Dziuby. – Z przyjemnością zostaniemy po naszym meczu, by oglądnąć spotkanie Sandecji.

Autor artykułu: DG

Wiecznie Kalisz

Saturday, April 21st, 2001

- Apeluję do mieszkańców Sącza i Podegrodzia, żeby się jeszcze zastanowili, referendum nic nie da, trafią z deszczu pod rynnę, jak ja trafiłem – mówił Czesław Hajduga, radny z Bartkowej. Hajduga był zaciętym wrogiem wójta Czesława Konickiego, a teraz lideruje czteroosobowej opozycji przeciwko wójtowi Krzysztofowi Lenartowi i swój hiobowy apel wygłosił po zakończeniu sesji Rady Gminy Gródek nad Dunajcem.
Bohaterem posiedzenia,jak zwykle, był Wawrzyniec Kalisz, nieetatowy członek Zarządu, na którego widok połowa gminy wpada w furię.

Porządek sesji nie był przeładowany, ale nazwisko pana Wawrzyńca wracało jak bumerang. Zaczęło się ta debata od wywleczenia przez opozycję na światło dzienne grzywny, 25 tys. zł, którą Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wlepił wójtowi. W ten sposób policja budowlana chce ,przymusić” Krzysztofa Lenarta do wykwaterowania rodziny Kaliszów ze zrujnowanego Domu Nauczyciela w Lipiu, wyłączonego z użytkowania 31 grudnia 2000 roku.

Kalisz się nie wyprowadził, za to 15 marca gmina sprzedała panu Wawrzyńcowi ruinę z wszystkimi możliwymi bonifikatami. Wójt odwołał się od decyzji nadzoru budowalnego do Krakowa, opozycja piliła, dlaczego kręci i kluczy.

Hajduga był głuchy na prośbę, żeby wreszcie dał spokój Kaliszowi, chłopa ma trójkę dzieci i nie mają gdzie mieszkać.

- Mnie też dzieci Kaliszów żal, ale chodzi o zasadę, prawa nie wolno łamać – twardo odpowiada radny z Bartkowej, który najpierw nienawidził Konickiego, a kochał Lenarta, a teraz jest odwrotnie.

Trochę mniejsze emocje niż Kalisz wywołała po raz drugi wałkowana sprawa poszerzenia składu Komisji Rewizyjnej, działającej w trzyosobowym składzie. Okazuje się, że są radni gotowi pracować w tej komisji, ale żądano nie kooptacji, lecz zupełnie nowego wyboru rady. W rezultacie – wszystko zostało po staremu.

Następna sprawa, która wywołała spięcia między opozycją a koalicją była uchwała o wydzierżawieniu na 15 lat trzech superatrakcyjnych działek 3 (3-4 ary), położonych w samym sercu Gródka.

Chodzi o grunt zajmowany dzisiaj przez jadłodajnię Grodzisko, warzywniak i trzecią niezabudowaną. Opozycja uważa, że powinien zostać ogłoszony przetarg na dzierżawę tych działek, żeby wszyscy mieli równe szanse, Zarząd trwał przy zdaniu, że obecnym dzierżawcą należy dać możliwość zainwestowania w prowadzone interesy.

Uchwałę przegłosowano przy jednym głosie przeciw i kilku wstrzymujących się. Pomyślnie wypadło też dla Zarządu głosowanie nad absolutorium za ubiegły rok. Wynik 19:4 nie wymaga komentarza. Pozycja nowego wójta jest bardzo mocna.

Większych kontrowersji nie wywołała uchwała o dofinansowaniu budowy obiektów sportówych ze środków komisji antyalkoholowej. Jedynie radny Stanisław Pękała, sołtys Przydonicy mówił, że jego wieś, najludniejsze sołectwo w gminie, jest dyskryminowane.

Radni przyjęli także uchwałę o utworzeniu świetlicy profilaktyczno-środowiskowej w Gródku nad Dunajcem.

Autor artykułu: HSZ

Technika w służbie prawa

Saturday, April 21st, 2001

Dzięki kamerze przemysłowej, zainstalowanej w kwiaciarni w Mszanie Dolnej policjanci ujęli groźnego kieszonkowca z Limanowej.

Sprzedawczyni w kwiaciarni nie od razu zorientowała się, że padła ofiarą złodzieja. Wyparował jej portfel zawierający dokumenty i 300 zł gotówki. Ponieważ placówka wyposażona jest w kamerę przemysłową, wezwani policjanci poprosili o kasetę video, która utrwala ruch panujący w sklepie. Za kwadrans było już wiadomo, że kradzieży dokonał dobrze znany policjantom osiemnastolatek z Limanowej.

Kamera dokładnie zarejestrowała moment kradzieży, jest to doskonały materiał szkoleniowy dla policjantów.

Funkcjonariusze ruszyli na miasto w poszukiwaniu szybkoręcznego chłopaka, który mimo młodego wieku ma już bardzo bogatą kartotekę.

Złodzieja zlokalizowano wieczorem, miał jeszcze przy sobie portfel sprzedawczyni, pieniędzy nie zdążył wydać.

Okazało się, że nasz złodziejaszek przebywa właśnie ,na ucieczce” z poprawczaka. Odwieziono go do Izby Dziecka w Tarnowie, a stamtąd wróci do poprawczaka, gdzie jego miejsce. Do starych grzechów dojdzie mu nowy, tym razem będzie odpowiadał jak dorosły.

Autor artykułu: HSZ

Jak zostać laureatem ,Złotej Gruszki”

Friday, April 20th, 2001

Rozmowa z Wiesławem Kolarzem

- Wiesiu, kim ty właściwie jesteś – poetą czy dziennikarzem?

– Cholera wie, kim jestem. Wymyśliłem sobie w życiu, że będę poetą. Nie chciałem być dziennikarzem.Jeśli już to radiowym. Chciałem robić coś konkretnego- stąd pomysł by pójść do radia, do rozrywki. Robiłem w życiu różne rzeczy. Byłem niezłym recytatorem, wygrywałem nawet konkursy recytatorskie. Byłem też działaczem kulturalnym. Właściwie zmuszony przez życie zostałem dziennikarzem prasowym. Współpracowałem z ,Zarzewiem”, ,Głosem Młodzieży”, wcześniej jeszcze pisywałem w ,Echu Akademickim”. Nie pociągało mnie to specjalnie. W 1973 roku trafiłem jednak do ,Gazety Krakowskiej” i tak już w niej jestem.

– No to niezły paradoks – facet, który wprost mówi, że dziennikarski zawód niespecjalnie go pociągał, zostaje laureatem prestiżowej nagrodyÉ

- Zapewne jest to paradoks. Ale jak już wszedłem w ten fach, starałem się go wykonywać najlepiej jak potrafię. Nigdy nie byłem dobrym reporterem, to mnie nie pociągało.

– Powinno, bo to przecież w pewnym sensie literacka forma dziennikarska. Można się w niej rozwinąć

- Ja wolałem redagować gazetę. To była dla mnie przyjemność, zakładając oczywiście, że praca jest przyjemnością. Redagowanie mnie pociągało, bo przy tym byłem swego rodzaju reżyserem, decydowałem o kształcie gazety. Kiedyś chciałem być reżyserem i byłem. Wyreżyserowałem kilka widowisk młodzieżowych, wojewódzkie dożynki, pisałem scenariusze. Potem zadowoliłem się gazetą

- Przestałeś czuć się poetą przywalony prozą życia?

- Czułem się poetą, ale wiedziałem doskonale, że bycie poetą znaczy, że należy robić co innego a wiersze pisać sobie w nocy. Z poezji się nie wyżyje. Bodaj trzech poetów w Polsce żyje z poezji.

– Dlaczego nie piszesz wierszy na komputerze, tylko bazgrolisz po kartkach?

- Różewicz kiedyś powiedział, że by napisać dobry wiersz trzeba wziąć do ręki ołówek, nawet nie pióro i mieć kontakt z papierem. Komputer może służyć, co najwyżej, do przepisania wiersza. W ogóle te najlepsze, prawdziwie udane, nosi się w sobie. One nie wymagają spisywania.

– Co czułeś na tym podwyższeniu w Sali Fontany, jako szacowny laureat ,Złotej Gruszki”, hołdobiorca i w ogóle ważna persona?

– Głupio się czułem. Nawet nie przez skromność. Po prostu nie lubię być na świeczniku. Nie lubiłem nigdy, nie lubię nadal i nie pchałem się do zaszczytów. Oczywiście jest mi bardzo przyjemnie, że zostałem wyróżniony ,Gruszką”, że przyszło tylu przyjaciół i znajomych i że dostałem ją ja, facet zajmujący się kulturą, z punktu widzenia współczesnego dziennikarstwa, jak twierdzą niektórzy, mało medialną dziedziną życia.

- Nie wierzysz w jej upadek?

- Nie wierzę. Kultura się trzyma i nawet dobrze się trzyma mimo fatalnego nią zarządzania. Powtarzam – fatalnego a w Krakowie wręcz tragicznego. Dobrali się, czy też wyznaczono do tego kierowania ludzi, którzy się kompletnie na kulturze nie znają. Był krótko Głowacki, to był dobry wybór, ale przepadł bo zadarł z różnymi ważnymi, z ich punktu widzenia, personami. Natomiast ja nie ubolewam nad stanem kultury, ponieważ wierzę, więcej, wiem to, że kultura się sama obroni. Obroni się galeriami, teatrem, także amatorskim. Tego jest dużo, tak dużo, że czasem nie wiadomo co wybrać co recenzować. W Warszawie bywam rzadko, ale przy okazji tych pobytów porównuję krakowską i warszawską ofertę kulturalną. Kraków pod tym względem jest znacznie bogatszy. Kiedyś miałem możliwość przeniesienia się do Warszawy i zrezygnowałem. Dzisiaj nie żałuję – cudownie jest być w Krakowie.

- Dziękuję Ci za rozmowę i raz jeszcze gratuluję nagrody.

Autor artykułu: Konstanty Migdał

Podwyżki na wokandzie

Friday, April 20th, 2001

84 pielęgniarki zatrudnione w ZOZ w Rabce czekają na wyznaczenie terminu rozprawy dotyczącej niewypłacenia podwyżek wynagrodzeń, zagwarantowanych tzw. ,ustawą 203″. Zbiorowy pozew złożyła w ich imieniu zakładowa organizacja związkowa. W całej małopolskiej publicznej służbie zdrowia trwa pisanie pozwów przeciw pracodawcom. Dziś przed sądem pracy w Białymstoku odbędzie się pierwsza ,podwyżkowa” rozprawa w kraju.

Do tej pory zagwarantowane prawem podwyżki wynagrodzeń o 203 zł otrzymali w naszym województwie pracownicy zaledwie ok. 10 proc. publicznych ZOZ-ów.

- Pozew złożyłyśmy 30 marca, teraz czekamy tylko na zawiadomienie o terminie rozprawy przed sądem pracy w Nowym Targu – poinformowała nas przedstawicielka związku zawodowego pielęgniarek działającego przy ZOZ w Rabce.

Pensje pielęgniarek w tym ZOZ nie zmieniły się od 1998 roku. Kiedy w całym kraju trwały akcje protestacyjne, w Rabce, w związku z powołaniem nowego dyrektora, pielęgniarki nie strajkowały. Jednak dłużej czekać nie mogą.

Do złożenia pozwów o wypłatę ustawowych podwyżek szykują się kolejne grupy małopolskich pielęgniarek i położnych.

- Nasz prawnik przygotował wzór takiego pozwu, zbiorowo występować z nim będą zakładowe organizacje związkowe. Praktycznie w całej Małopolsce zbierane są już pełnomocnictwa od pielęgniarek – poinformowała Grażyna Gaj, przewodnicząca małopolskiego okręgu Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Prawo do podwyżek mają jednak nie tylko pielęgniarki i położne, ale wszyscy pracownicy publicznej służby zdrowia zarabiający poniżej określonego poziomu.

- Warunki te spełnia też większość lekarzy zatrudnionych w szpitalach. Dlatego z początkiem maja i my będziemy występować do sądów o podwyżki. O tym, czy będą to, tak jak w przypadku pielęgniarek, pozwy zbiorowe, czy indywidualne, zadecydują już poszczególne organizacje związkowe – powiedziała nam doktor Katarzyna Turek-Fornelska, przewodnicząca regionu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Autor artykułu: JGH

Pośmiertne honararium

Friday, April 20th, 2001

Rodzinie tragicznie zmarłego w 1995 roku słynnego polskiego przestępcy zwanego królem złodziei, Zdzisława Najmrodzkiego ps. ,Szaszłyk” należą się pieniądze od oficyny wydawniczej ,Galicja” za sprzedaż tomików jego wierszy – uznał wczoraj krakowski Sąd Apelacyjny.

Przebywający w krakowskim areszcie Zdzisław Najmrodzki w lecie 1990 roku zawarł, jak twierdził, umowę z krakowską Oficyną ,Galicja” w sprawie wydania swej autobiografii. Książkę miało poprzedzać wydanie tomiku poezji i aforyzmów słynnego złodzieja. W sumie wydano 20 tys. tomików, z czego sprzedano ponad 6 tys. Do wydania autobiografii ,Szaszłyka” w ,Galicji” nigdy nie doszło. Najmrodzki pozwał do sądu wydawcę, żądając zapłaty za sprzedane tomiki wierszy. Po jego tragicznej śmierci o te pieniądze upomnieli się spadkobiercy – matka i bracia. W 1997 roku sąd uznał, że należy się im z odsetkami 2300 zł jako honorarium autorskie. Apelację od tego wyroku złożył wydawca, ale wczoraj Sąd Apelacyjny w Krakowie ją odrzucił.

Kim był?

Zdzisław Najmrodzki wsławił się ponad dwudziestoma ucieczkami z konwojów, aresztów i więzień. W latach 80. był bohaterem chyba najsłynniejszej ucieczki z polskiego więzienia. Podczas przechadzki na spacerniaku zakładu karnego w Gliwicach nagle zapadł się pod ziemię. Okazało się, że jego wspólnicy wykopali podziemny tunel, którym wydostał się na wolność. Wpadł, gdyż prowadzony przez niego samochód uległ wypadkowi. Sąd skazał go na długoletnie więzienie. W połowie lat 90. ,Szaszłyka” ułaskawił prezydent Lech Wałęsa. Niedługo potem słynny przestępca zginął w wypadku samochodowym pod Mławą.

Autor artykułu: woko