Archive for June, 2001

Piccolo Coro dell’Antoniano w Krakowie

Thursday, June 28th, 2001

Koncert włoskiego chóru zgromadził w Rynku Głównym tłumy krakowian. Młodzi chórzyści wystąpili z 19 piosenkami. Krakowianom najbardziej podobała się piosenka o zwierzętach na farmie starego Macdonalda.

Chór i mieszkańców powitała Teresa Starmach, wiceprezydent Krakowa. – Mam nadzieję, że ten radosny akcent będzie stanowił wspaniały początek wakacji – powiedziała.

- Niestety ,Mały Chór” nie zaśpiewał jedynej polskiej piosenki zaplanowanej na dzisiejszy wieczór. Nie dojechały taśmy z podkładem – żałował Tomasz Piwiński, jeden z inicjatorów trasy koncertowej chóru.

Autor artykułu: rek

Piccolo Coro dell’Antoniano w Krakowie

Thursday, June 28th, 2001

Koncert włoskiego chóru zgromadził w Rynku Głównym tłumy krakowian. Młodzi chórzyści wystąpili z 19 piosenkami. Krakowianom najbardziej podobała się piosenka o zwierzętach na farmie starego Macdonalda.

Chór i mieszkańców powitała Teresa Starmach, wiceprezydent Krakowa. – Mam nadzieję, że ten radosny akcent będzie stanowił wspaniały początek wakacji – powiedziała.

- Niestety ,Mały Chór” nie zaśpiewał jedynej polskiej piosenki zaplanowanej na dzisiejszy wieczór. Nie dojechały taśmy z podkładem – żałował Tomasz Piwiński, jeden z inicjatorów trasy koncertowej chóru.

Autor artykułu: rek

Za ochronę dziedzictwa

Wednesday, June 27th, 2001

Dyrektor tarnowskiego Muzeum Okręgowego Adam Bartosz otrzyma 1 lipca w Krakowie dyplom uznania za zasługi dla ochrony dziedzictwa kultury żydowskiej w Polsce.

Specjalnym listem zawiadomił go o wyróżnieniu ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss Przypomnijmy, że właśnie przy Muzeum Okręgowym w Tarnowie działa od wielu lat Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej, który otoczył stałą opieką tarnowski Kirkut, jeden z najstarszych w Polsce cmentarzy żydowskich. Właśnie ten Komitet jest też inicjatorem organizowanych od 6 lat Dni Pamięci Żydów, których tegoroczna edycja rozpocznie się już jutro 28 czerwca.

Autor artykułu: (J)

Łatwy łup?

Wednesday, June 27th, 2001

W tym roku kilka tysięcy osób z terenu byłego województwa tarnowskiego zgłosić się może po odbiór odszkodowań za przymusową pracę w III Rzeszy. Uprawnieni do oszkodowań otrzymywać będą kwoty od kilku do pond stu tysięcy złotych.

Policja przygotowuje się do akcji wypłacania pieniędzy, chce zapobiec oszustwom, kradzieżom i wyłudzeniom, których ofiarami stać się mogą starsi ludzie.

Z informacji policji wynika bowiem, iż również grupy przestępcze chcą wykorzystać sytuację, aby się wzbogacić.

- Mamy już przykłady, iż przestępcy podszywali się pod pracowników ZUS lub opieki społecznej, aby okraść swoje ofiary. Starsi ludzie mogą paść ofiarą kradzieży niemal pod okienkiem kasowym banku lub ich pieniądze staną się łatwym łupem dla włamywacza. W każdym razie należy sobie uświadomić, iż na pobierających odszkodowanie czyha wiele niebezpieczeństw – ostrzega rzecznik prasowy tarnowskiej policji Andrzej Sus.

Policja prowadzi działania operacyjne chcąc rozpoznać środowiska przestępcze. – Chcemy w porę reagować na każdy przypadek próby kradzieży – wyjaśniają funkcjonariusze.

Do wypłat również przygotowuje się bank przez który kwoty odszkodowań będą przepływały – PKO BP.

- Uruchamiamy specjalne okienko kasowe. Chcemy ułatwić odbior pieniędzy, mamy też przygotowane formularze, aby jeśli ktoś będzie chciał operacja wypłaty odbyła się bezgotówkowo – z przelaniem od razu na konto bankowe. Nasi pracownicy wypełnią wszystkie dokumenty a starszy człowiek tylko się podpisze i pieniądze bezpiecznie trafią na jego konto – mówi dyrektor banku Maria Wielgosz.

Policja zapewnia, iż w sytuacjach, gdy starszy człowiek nie będzie miał możliwości wybrania się po odbiór pieniędzy z osobą towarzyszącą, będzie starała się załatwić ochronę. Podobnie bank w razie potrzeby przygotowany jest, aby na własny koszt odwozić klientów do domu.

Autor artykułu: (KF)

Parking tuż, tuż…

Wednesday, June 27th, 2001

Kilkadziesiąt tysięcy złotych będzie kosztować budowa parkingu przy szosie w kierunku Radomyśla Wielkiego.

Będą tutaj mogli zaparkować nie tylko petenci miejscowego Urzędu Gminy (do tej pory mieszkańcy gminy żalili się, że nie mają, gdzie zatrzymać się, kiedy chcą coś załatwić w magistracie), ale też osoby, które chciałyby zwiedzić pobliski zabytkowy kościół. Prace przy budowie parkingu i chodnika pouwają się w szybkim tempie.

Wykonawca zapewnia, że za kilka dni parking będzie gotowy. To wspólna inwestycja samorządu gminy i powiatu dąbrowskiego.

Autor artykułu: (mir)

Łach za Kowalika

Wednesday, June 27th, 2001

Od wczoraj, po rozstaniu się z dotychczasowam szkoleniowcem – Jerzym Kowalikiem, piłkarze z Suchych Stawów mają nowego trenera. Jest nim Władysław Łach.

- Podjęliśmy taką decyzję po dłuższej dyskusji. Kontrakt będzie wynosił minimum rok – mówił prezes Hutnika Janusz Popiołek. – Co zadecydowało ostatecznie o zatrudnieniu trenera Władysława Łacha? Myślę, że doświadczenie i pamięć o tym, że to on jest ojcem sukcesów Hutnika.

Przypomnijmy, że pod wodzą Władysława Łacha Hutnik w 1990 r. uzyskał awans do ekstraklasy. Konkurentami do objęcia schedy po Jerzym Kowaliku byli jeszcze Piotr Kocąb, Czesław Palik i Wojciech Stawowy. Trener Łach jest dobrze znany kibicom Hutnika – pracował później też w Wisłoce i Górniku Łęczna. Ostatnio prowadził w I lidze Śląsk Wrocław, do momentu przejęcia go przez Janusza Wójcika.

Hutnik rozpoczyna przygotowania do nowego sezonu 2 lipca i wtedy zawodnicy spotkają się z nowym trenerem. Ostatecznie pożegnano się z trenerem Kowalikiem, który nie będzie pełnił w klubie żadnych funkcji.

Autor artykułu: Żuk

Na koniec deszcz

Tuesday, June 26th, 2001

Pożegnanie sezonu 2000/2001 nie wypadło okazale. Mimo, iż mamy kalendarzowe lato, na Podhalu od kilku dni panuje jesienna pogoda. Obfite opady deszczu sprawiły, iż boiska przypominały grzęzawiska. Z tego też powodu nie odbyło się spotkanie w Zakopanem, gdzie Bystry Nowe Bystre miało gościć Lubań Tylmanową. Nie doszedł też do skutku pojedynek Czarnych z Sokolicą. Goście, którzy już wcześniej pożegnali się z A-klasą, nie stawili się na boisku w Czarnym Dunajcu.


* W czterech rozegranych spotkaniach dwa razy zwyciężali gospodarze, raz goście i jedno spotkanie zakończyło się wynikiem nierozstrzygniętym. Bramkarze skapitulowali 11 razy, z tego siedem razy w pierwszej połowie. Dwie bramki padły po strzałach samobójczych. Najwięcej razy – pięć – wyjmował piłkę z siatki Firek, golkiper Orkana Raba Wyżna.


* Topór Tenczyn, który już wcześniej zapewnił sobie awans do V ligi, godnie pożegnał się z A-klasą, gromiąc Orkana 5:0. O ogromnej przewadze mistrza niech świadczy fakt, iż przyjezdni zaledwie dwa razy zagrozili bramce Basisty. To, że goście nie wracali do domu z większym bagażem bramek nazywa się Firek.


* W Łopusznej w roli gospodarza wystąpiła Watra. Przełęcz na własnym boisku czuła się jak ryba w wodzie, albo dokładniej – w błotnistej mazi . Obserwatorem tego spotkania był wiceprezes ds. szkolenia w PPPN, Wiesław Klag, który powiedział: – Mimo fatalnych warunków mecz być dobry i ciekawy. Ostro grali goście. Kuriozalne były dwie samobójcze bramki, zdobyte po jednej z obu stron.
- Fatalne boisku uniemożliwiało finezyjną grę – twierdzi szkoleniowiec Przełęczy, Andrzej Dobrzyński. – Więcej było w grze przypadkowości. Niemniej mecz był twardy, żadna ze stron nie chciała odpuścić. W Watrze reżyserem gry był szybki i bramkostrzelny – Andrzej Rabiański. Na niego musieliśmy zwrócić szczególną uwagę. W drugiej połowie przyjęliśmy styl gry rywala i opłaciło się. Uważam, że powinniśmy wygrać wyżej.


- Zagraliśmy w eksperymentalnym składzie, bez stopera i grającego trenera Macieja Ejsmonda – mówi grający prezes Watry, Andrzej Rabiański. – Na stoperze zadebiutował Nowobilski, wprowadziliśmy też do składu juniorów. Pierwsza połowa była pod nasze dyktando. Wypracowaliśmy sobie kilka doskonałych sytuacji, ale bez efektu bramkowego.


* Wiatr Ludźmierz, który tego sezonu nie zaliczy do udanego, w ostatniej kolejce stawiał zacięty opór Porońcowi. Zresztą piłkarze obu zespołów walczyli jakby ten pojedynek decydował o ich życiu. Nie było dla nich straconych piłek. Mówiąc żargonem piłkarskim, futboliści -gryźli trawę?. – Szkoda, że z taką zaciętością i ambicją nie grali przez cały sezon. Nie musielibyśmy wtedy drżeć o ligowy byt – mówili kibice Wiatru.


Od 66 min. gospodarze musieli grać w dziesiątkę, a mimo to atakowali do ostatniego gwizdka sędziego.


* Podopieczni Daniela Siwora sprawili trenerowi i swym sympatykom miłą niespodziankę na zakończenie sezonu, zwyciężając trzeci zespół w tabeli – Orawę Jabłonka. – Walczono o każdy metr bardzo ciężkiego boiska – twierdzi szkoleniowiec Jordana, Daniel Siwor. – Właśnie waleczności zawdzięczamy swój sukces. Przewagę osiągnęliśmy w II połowie. -Setki- w końcówce meczu nie wykorzystał Zieliński.


* Sędziowie upomnieli zawodników siedmioma żółtymi kartkami i jedną czerwoną. Waldemar Pyznar z Gorlic posłał pod prysznic zawodnika Wiatru Skóbla, który wdał się w dyskusję ze “sprawiedliwym” . Najwięcej “cytryn” – trzy – pokazał rozjemca spotkania Jordan ? Orawa, Bartłomiej Serafin z Nowego Sącza.

Autor artykułu: Stefan Leśniowski

Żałoba w Nowej Białej

Tuesday, June 26th, 2001

GRONIK Gronków – ŁĘGI Nowa Biała 1:1 (0:0). Bramki: M. Dudek (47) – J. Haręza (60, karny). Sędziował Antoni Kostrzewa z Białki Tatrzańskiej.


GRONIK: Frysztak; Nowak, Rączka, J. Kościelniak, Rogal, Kozieł, T. Łaś II, M. Dudek, R. Kościelniak, Pudzisz, Tynus.


ŁĘGI: Paweł Długi; S. Długi, Niklwicz, Sulka, Sroka, M. Kuźniar, P. Kuźniar, Polak, Piotr Długi, Marszałek, Haręza.
Gronik okazał się języczkiem u wagi w walce o awans do klasy A. Najpierw pozbawił złudzeń niemal pewnego kandydata Szarotkę Rokiciny Podhalańskie, a w niedzielę piłkarzy z Nowej Białej. Łęgi, spośród trzech zespołów kandydatów do awansu, z takim samym dorobkiem punktowym, legitymowały się najlepszym bilansem bezpośrednich spotkań. Wystarczyło tylko wygrać, by zostać zwycięzcą klasy B i uzyskać historyczny awans. Gronkowianie nie poszli jednak na żadne układy. Kilkakrotnie wiosną, gdy gronkowianom nie szło i odpadli z walki o najwyższe laury, kierownik drużyny Stanisław Kaliszewski zapewniał, że nikomu za darmo punktów nie oddadzą. Podopieczni prezesa Ryszarda Kurnata ze spuszczonymi głowami opuszczali boisko. Żal tym większy, iż w bardzo ważnym momencie, przy stanie 1:1, nie wykorzystali karnego. Starzał z “jedenastki” M. Kuźniara obronił Frysztak. Trzeba przyznać, że były golkiper Podhala rozegrał życiowe spotkanie. Jego łupem padały strzały z bliska i daleka. Wyszedł obroną ręką z pięciu pojedynków jeden na jeden. M. Dudek i Rogal również rozegrali najlepsze spotkanie w tym sezonie. Dudek niepokoił defensywę rywala swoimi chytrymi zagraniami. Tuż po zmianie stron ?zatańczył? z obroną przyjezdnych i ulokował piłkę w siatce. Rogal z kolei był reżyserem gry, umiejętnie kierował młodszymi kolegami. – Gdyby tak grali cały sezon to mieliby pewny awans do A-klasy – mówili załamani zawodnicy Łęgów. Gościom po utracie gola opadły nieco skrzydła, ale nie na długo. Po kilku minutach przystąpili do zdecydowanych ataków. Gospodarze sporadycznie opuszczali swoją połowę. Wtedy w głównej roli wystąpił wspomniany Frysztak. Skapitulował tylko raz w 60 min. w dodatku po rzucie karnym. To było wszystko na co stać było w tym dniu wybrańców prezesa R. Kurnata. W Nowej Białej zapanowała żałoba. Teraz liczą, że może dojdzie do barażu.
Awans do klasy A wywalczyli piłkarze Dunajca Ostrowsko i Lepietnicy Klikuszowa. Ta ostatnia drużyna nie musiała trudzić się w ostatniej kolejce, gdyż Skałki oddały klikuszowianom punkty walkowerem.

Autor artykułu: leś

Ratunek na Sole

Tuesday, June 26th, 2001

O dużym szczęściu może mówić 12-letni Mateusz M. z Kęt, który wczoraj po południu wpadł do Soły, gdy z podmytego brzegu osunęła się ziemia. Jeden z policjantów, biorących udział w akcji ratowniczej o mało nie utonął w wartkim nurcie rzeki.

Do zdarzenia doszło około godziny 16.12-latek wraz zkolegami poszedł pobawić się nad rzekę. Chłopcy stanęli na brzegu nieopodal dużego drzewa. W pewnym momencie ziemia usunęła się im spod stóp. Mateusz nie zdążył uskoczyć w bok, jak koledzy i wpadł do Soły. Obok niego runęło drzewo. Chłopiec zdołał do niego podpłynąć i wspiąć się na konary. Stał w wartkim nurcie około 10 metrów od brzegu. Był przerażony i spanikowany.

Jego koledzy pobiegli zadzwonić po pomoc. Po chwili na miejscu zdarzenia byli już podkomisarz Paweł Płonka i sierż. szt. Marek Kulpa z kęckiej policji. Drugi z funkcjonariuszy zdjął ubranie i wskoczył do wody. Mimo silnego prądu udało mu się dopłynąć do drzewa i złapać za gałąź. Ta jednak nie wytrzymała i policjant znalazł się pod wodą.

- Myślałem, że już nie wypłynę. Woda porwała mnie i wciągała pod powierzchnię. Zdołałem jednak odbić się od dna i dopłynąć do brzegu – opowiada Marek Kulpa.

Chwilę po policjantach na brzegu rzeki były już trzy zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej w Kętach i Kętach-Podlesiu. Zawiadomiono także Państwową Straż Pożarną w Oświęcimiu, która dysponuje łódką.

Mateusz coraz bardziej panikował. Strażacy i policjanci uspokajali go, jak umieli.

- Nie było czasu, żeby czekać na łódkę. Postanowiliśmy ryzykować – mówi prezes OSP w Kętach Józef Szafran. – Wiedzieliśmy, że nie dojdziemy do chłopca asekurowani linami, gdyż woda była głęboka na 3 metry, a nurt silny. Postanowiliśmy rozłożyć drabinę. Jeden jej koniec oparliśmy na brzegu, drugi zaś na drzewie, na którym był Mateusz. Po chłopca poszedł najlżejszy z nas – Krzysztof Śniadecki. Kiedy dotarł na miejsce, przypiął Mateuszowi pas ratunkowy z liną. Wspólnie wrócili na brzeg.

Podczas akcji wyginającą się cały czas drabinę podtrzymywali stojąc po szyję w wodzie sierż. sztab. Marek Kulpa i druh Michał Dziura. Akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Mateusz cały i zdrowy wraz z ojcem wrócił do domu.

Autor artykułu: pw

Rzemieślnicza samodzielność

Tuesday, June 26th, 2001

Małopolska Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości – tak brzmi nowa nazwa Izby Rzemieślniczej w Krakowie. Zdecydował o tym VIII Zjazd Delegatów, który obradował w sobotę. Zgodnie z nowym statutem, organem wykonaczym Izby jest Zarząd, którym kieruje prezes. Został nim starszy cechu rzemiosł spożywczych, wiceprezes Rady Izby Rzemieślniczej minionej kadencji, Zdzisław Trela.

Małopolska Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości zrzesza 24 cechy i 11 spółdzielni rzemieślniczych, do których należy około 7 tysięcy firm z całej Małopolski. Izba reprezentuje interesy rzemiosła, a jednym z jej sukcesów minionej kadencji, w której Izbie przewodniczył Janusz Chwajoł, było przyjęcie przez władze Krakowa programu rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, zawierającego m.in. szczegółowy harmonogram prac.

Od 1989 r., kiedy wprowadzono ustawy o przedsiębiorczości, nie ma ani obowiązku zrzeszania się firm, ani wymogów posiadania kwalifikacji fachowych przez osoby podejmujące się działalności gospodarczej. Po latach wiele z przyjętych wówczas postanowień okazało się nietrafnych, stąd zabiegi środowiska rzemieślniczego o nowelizację tych przepisów, w tym o uchwalenie nowej ustawy o rzemiośle. Innym ważnym elementem działania Izby jest nauczanie zawodu, które pozwala kandydatom na rzemieślników zdobywać kolejne stopnie wtajemniczenia, a także szkolenia, które uczą właścieli drobnych przedsiębiorstw poruszania się na nowoczesnym rynku europejskim.

Pomaga w tym uczestnictwo Izby w programach europejskich. Dzięki programowi Leonardo da Vinci, finansowanemu z funduszy UE, Izba podpisała umowy z bratnimi oganizacjami z Niemiec, Holandii, Irlandii i Węgier m.in. w celu wymiany doświadczeń i szkolenia w branży samochodowej i metalowej.

Zdzisław Trela, jako nowy prezes Izby, zabiegał będzie o wzmocnienie roli organizacji na arenie regionalnej, natomiast w rozwoju szkolnictwa zawodowego o profilu rzemieślniczym upatruje szansę zmniejszenia bezrobocia w regionie. Rzemiosło z natury rzeczy uczy samodzielności w działaniu gospodarczym i budowania sobie samemu miejsca pracy. Przy okazji przypomnijmy, że firma piekarniczo-ciastkarska Zdzisława Treli znalazła się wśród liderów nominowanych do tytułu ,Złote Firmy 2001″ w ramach plebiscytu Czytelników ,Gazety Krakowskiej”.

Zjazd Delegatów odniósł się też do nadchodzących wyborów parlamentarnych. W specjalnym oświadczeniu stwierdzono m.in. że ,Nieznajomość realiów gospodarczych charakteryzująca znaczny odłam posłów, brak jasnych i czytelnych programów gospodarczych skierowanych do rodzimych, polskich środowisk gospodarczych, a także zaniedbywanie interesów małych i średnich zakładów, w sposób bolesny odbija się na kondycji polskich rzemieślników i ich rodzin”.

Autor artykułu: rtk