Pożegnanie sezonu 2000/2001 nie wypadło okazale. Mimo, iż mamy kalendarzowe lato, na Podhalu od kilku dni panuje jesienna pogoda. Obfite opady deszczu sprawiły, iż boiska przypominały grzęzawiska. Z tego też powodu nie odbyło się spotkanie w Zakopanem, gdzie Bystry Nowe Bystre miało gościć Lubań Tylmanową. Nie doszedł też do skutku pojedynek Czarnych z Sokolicą. Goście, którzy już wcześniej pożegnali się z A-klasą, nie stawili się na boisku w Czarnym Dunajcu.
* W czterech rozegranych spotkaniach dwa razy zwyciężali gospodarze, raz goście i jedno spotkanie zakończyło się wynikiem nierozstrzygniętym. Bramkarze skapitulowali 11 razy, z tego siedem razy w pierwszej połowie. Dwie bramki padły po strzałach samobójczych. Najwięcej razy – pięć – wyjmował piłkę z siatki Firek, golkiper Orkana Raba Wyżna.
* Topór Tenczyn, który już wcześniej zapewnił sobie awans do V ligi, godnie pożegnał się z A-klasą, gromiąc Orkana 5:0. O ogromnej przewadze mistrza niech świadczy fakt, iż przyjezdni zaledwie dwa razy zagrozili bramce Basisty. To, że goście nie wracali do domu z większym bagażem bramek nazywa się Firek.
* W Łopusznej w roli gospodarza wystąpiła Watra. Przełęcz na własnym boisku czuła się jak ryba w wodzie, albo dokładniej – w błotnistej mazi . Obserwatorem tego spotkania był wiceprezes ds. szkolenia w PPPN, Wiesław Klag, który powiedział: – Mimo fatalnych warunków mecz być dobry i ciekawy. Ostro grali goście. Kuriozalne były dwie samobójcze bramki, zdobyte po jednej z obu stron.
- Fatalne boisku uniemożliwiało finezyjną grę – twierdzi szkoleniowiec Przełęczy, Andrzej Dobrzyński. – Więcej było w grze przypadkowości. Niemniej mecz był twardy, żadna ze stron nie chciała odpuścić. W Watrze reżyserem gry był szybki i bramkostrzelny – Andrzej Rabiański. Na niego musieliśmy zwrócić szczególną uwagę. W drugiej połowie przyjęliśmy styl gry rywala i opłaciło się. Uważam, że powinniśmy wygrać wyżej.
- Zagraliśmy w eksperymentalnym składzie, bez stopera i grającego trenera Macieja Ejsmonda – mówi grający prezes Watry, Andrzej Rabiański. – Na stoperze zadebiutował Nowobilski, wprowadziliśmy też do składu juniorów. Pierwsza połowa była pod nasze dyktando. Wypracowaliśmy sobie kilka doskonałych sytuacji, ale bez efektu bramkowego.
* Wiatr Ludźmierz, który tego sezonu nie zaliczy do udanego, w ostatniej kolejce stawiał zacięty opór Porońcowi. Zresztą piłkarze obu zespołów walczyli jakby ten pojedynek decydował o ich życiu. Nie było dla nich straconych piłek. Mówiąc żargonem piłkarskim, futboliści -gryźli trawę?. – Szkoda, że z taką zaciętością i ambicją nie grali przez cały sezon. Nie musielibyśmy wtedy drżeć o ligowy byt – mówili kibice Wiatru.
Od 66 min. gospodarze musieli grać w dziesiątkę, a mimo to atakowali do ostatniego gwizdka sędziego.
* Podopieczni Daniela Siwora sprawili trenerowi i swym sympatykom miłą niespodziankę na zakończenie sezonu, zwyciężając trzeci zespół w tabeli – Orawę Jabłonka. – Walczono o każdy metr bardzo ciężkiego boiska – twierdzi szkoleniowiec Jordana, Daniel Siwor. – Właśnie waleczności zawdzięczamy swój sukces. Przewagę osiągnęliśmy w II połowie. -Setki- w końcówce meczu nie wykorzystał Zieliński.
* Sędziowie upomnieli zawodników siedmioma żółtymi kartkami i jedną czerwoną. Waldemar Pyznar z Gorlic posłał pod prysznic zawodnika Wiatru Skóbla, który wdał się w dyskusję ze “sprawiedliwym” . Najwięcej “cytryn” – trzy – pokazał rozjemca spotkania Jordan ? Orawa, Bartłomiej Serafin z Nowego Sącza.
Autor artykułu: Stefan Leśniowski