Rozmowa z prof. Leszkiem Rudnickim z Akademii Ekonomicznej, rektorem krakowskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Informatyki.
- Sukces Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin zaskoczył nasze ośrodki badania opinii publicznej, zaniepokoił też tych, którzy chcą widzieć Polskę jako oazę porozumienia i współpracy. Tymczasem…
- Tymczasem nasze badania sytuacji gospodarstw domowych, oparte o obiektywne dane GUS wskazują, że średni przyrost dochodów jest coraz mniejszy.
- Dla wielu środowisk oznacza to pauperyzację, bo mamy przecież do czynienia ze ,średnią” i ze wzrostem dochodów w grupach najmocniejszych.
- Jeśli w roku 1997 przyrost dochodów realnych w stosunku do roku poprzedniego wynosił 7 proc., to w 1999 już tylko 2,7 proc. a w 2000 – 1,2. Wprawdzie do roku 1996, mieliśmy do czynienia z potwierdzoną statystycznie zniżką dochodów realnych Polaków, ale obecna sytuacja nie jest dobra. Dane GUS za rok ubiegły nie oddają też procesów, z którymi mieliśmy do czynienia w pierwszym półroczu 2001, a one zadecydowały w znacznej mierze o wyniku.
- Ponadto, chyba przyzwyczailiśmy się już po trosze do myśli o stałym wzroście poziomu życia, atakuje nas reklama pokazując różne atrakcyjne możliwości. To też powód frustracji.
- Nie komentuję, bo jestem ekonomistą a nie psychologiem. Ale w świadomości potocznej funkcjonuje na przykład przekonanie, że lepiej zarabia się w sektorze prywatnym a budżetówka cienko przędzie. Tymczasem statystyka wskazuje na coś wręcz przeciwnego.
- Oficjalne statystyki nie pokazują jak omija się ZUS, jak ucieka od podatków…
- Oczywiście są w sferze biznesu ryczałty samochodowe, darmowe telefony komórkowe, cała masa atrakcyjnych bonusów w rodzaju pakietów ubezpieczeń, czy dostępu do akcji po preferencyjnych cenach. Najlepiej mają się też, statystycznie, osoby prowadzące działalność na własny rachunek. Mam przy tym świadomość, że ogromna większość z nich prowadzi przedsiębiorstwa niewielkie i zarabia bardzo skromnie, ale statystyka sytuuje całą tę grupę zdecydowanie najwyżej. Dla celów badawczych wyodrębniono pięć grup – gospodarstwa pracownicze, chłopskie, dawne chłoporobotnicze, emerytów i rencistów, oraz osób pracujących na własny rachunek. W każdym razie, auta kupują głównie ci ostatni…
- I sprzedaż samochodów spada. Może to oznaczać, że ci, którzy auto kupić mieli, już je mają, że zamyka się grupa Polaków, którym się powiodło. A ci, którym się nie udało pójdą do Samoobrony?
- To zbyt daleko idący wniosek i pytanie do socjologa, podkreślam, nie do ekonomisty. Z całą jednak pewnością mogę powiedzieć, że są takie gospodarstwa domowe, które żyją poniżej minimum egzystencji. Z pozoru to niewiele, bo do takich kłopotów przyznaje się 2 proc. respondentów, ale pórzecież żyjemy w środku Europy! Aż 38 proc. gospodarstw sygnalizje, że ich zaopatrzenie w żywność jest gorsze niż przed rokiem. Około 7 proc. rodzin przyznaje, że zalega z opłatami za mieszkanie, a zaległości za gaz i elektryczność deklaruje około 4 proc. GUS wskazuje też, że niemal co trzecia recepta trafia do kosza, bo chorego nie stać na lekarstwa. To groźny sygnał. Także 40 proc. rodzin stwierdza, że wydatki na kształcenie dzieci stanowią dla nich poważne obciążenie a co dziesiąta rezygnuje z kupna niezbędnych podręczników. 32 proc. rodzin polskich nie kupuje żadnych książek dla dzieci. Powtarza się opinia, że przyczyną kłopotów są wysokie koszty mieszkania i przy niskich zarobkach, brak dodatkowych źródeł dochodów. Rośnie niepewność co do przyszłej sytuacji materialnej i najgorsza jest właśnie ta niepewność…
Autor artykułu: Filip RATKOWSKI